czwartek, 6 maja 2010

kwiecień plecień


Z nadejściem wiosny Ola coraz bardziej sabotuje popołudniowe drzemki. Zasypianie przeciąga się na tyle, że drzemka nie tylko traci nazwę popołudniowej (a zyskuje wieczornej), ale także swój sens. Gdzie te czasy, jak maleństwo zasypiało codziennie o 13?
Rezygnujemy więc z popołudniowego usypiania, ale niekiedy Ola po kilku dniach niespania usypia się sama, również z średnio wygodnej pozycji:


Ale dzięki temu odzyskaliśmy popołudnia (bo zimą Ola zasypiała o 15 i była stanowczo budzona o 17, a dochodziła do siebie około 18).
Wzmiankowane popołudnia wykorzystujemy głównie na spacery:


(powyżej Ola w parku południowym, w pięknych makaronowych koralach, wykonanych własnoręcznie na urodzinach Kuby)
Ola zimą zainteresowała się drzewami, a teraz ćwiczy rozpoznawanie drzew z dużej odległości. Krótkie chwile milczenia na spacerach przerywają pełne zadowolenia z utrwalone wiedzy okrzyki: brzoza! wierzba płacząca! koniczyna!, itp.
Same wyjścia na spacer bywają nieco problematyczne, bo u córki niesłychanie silnie rozwinął się w ostatnich tygodniach taki... zmysł kobiecy. Otóż Ola uświadomiła sobie, że jest dziewczyną oraz że nie jest chłopcem i że dziewczyny i chłopaki różnią się od siebie. Choćby strojem: "nie założę spodni, bo spodnie noszą chłopcy, chcę spódnicę / sukienkę!". Prozaiczne argumenty (typu: "jest chłodno") nie trafiają na podany grunt.
Nie możemy też zapomnieć o szmince ochronnej, koralach itp.
Co się stało z naszym dzieckiem? Mam podejrzenia, że to wpływ przedszkola, ale nie brońboże pań opiekunek, tylko rozmów między dziećmi, które całkiem dużo sobie przekazują. Tak sobie domniemywam, bo ostatnio Olcia na rytualne pytanie "jak było w przedszkolu?" odpowiedziała przejęta: "bawiłam się dziś z chłopakami". Z dalszej opowieści wynikało, że zasadniczo chłopcy wolą się bawić sami i nie zawsze chętnie dokoptywują dziewczynki do drużyny.

Przy tej deklaratywnej kobietyczności Ola wykazuje zdrowe cechy normalnego dziecka: kopie piłkę (acz w sukience), zajada się lodami bez umiaru:




Wdrapuje na słonie:

zabiera swój rowerek wszędzie, także do ogrodu japońskiego:




wdrapuje się na murki (zdjęcia z niedzieli wielkanocnej w Polanicy)

a jeszcze a propos Wielkanocy: całkiem udane jaja farbowane przez Olę:

Ogólnie mam wrażenie, że dziecko jakoś "krzepnie". Ostatnio w bibliotece na Sztabowej wdała się w zabawę z 6-latką, przedstawiła się, coś wymyślały razem... (po czym 6-latka swobodnie scedowała na Olę opiekę nad swą 2-letnią siostrzyczką i poszła szukać mamy).

Mnie rozbroiła reakcja Oli na jakieś moje niewygodne pytanie (z cyklu: czy myłaś ręce po spacerze?). Ola chwilkę pomyślała nad odpowiedzią, po czym uświadomiła sobie, że szczera odpowiedź doprowadzi ją do wykonywania czynności, której wcale nie miała w planach i odrzekła:
"nie rozmawiam z obcymi - powiedział Czerwony Kapturek"
i zadowolona się oddaliła.
A kiedy ją zachęcałam, by oprócz ryżu (który uwielbia) i mięsa (toleruje), zjadła również trochę surówki (niepotrzebny przerywnik), odparła spokojnie: "zaraz, zaraz, nie wszystko na raz".

W czasie szykowania jedzenia słucham, jak Ola sama wymyśla zabawy. Z reguły nie słyszę całości, ale dobiegają mnie frapujące fragmenty ("zerwałam to z drzewa pomidorczego", "Smoku, chce ci się pić? to przyniosę ci trochę Wisły").

Zabawa idzie świetnie, zdecydowanie gorzej jest ze sprzątaniem po niej. Kilka dni temu Olcia stwierdziła, że nie posprząta zabawek wieczorem i że przecież "mama posprząta". Po bezskutecznych namowach i tłumaczeniach, sięgnęliśmy niepedagogicznie do groźby: jeżeli nie posprząta zabawek, wciągnie je odkurzacz, którym tato będzie za chwilę odkurzać Wizja zasysającej rury widać podziałała na wyobraźnię Oli, bo pozbierała klocki lego i drewniane, na środku pokoju zostawiając różne pudełka. Kiedy Maciek zapytał zwięźle: "a pudełka"?, mały spryciarz odrzekł: "nie sprzątam! i tak nie zmieszczą się do odkurzacza".
Ręce opadają.

sobota, 27 marca 2010

Ole dwie na wiosnę


Zapisałam Olę do przedszkola w Świętej Katarzynie - tzn. złożyłam podanie, ale sympatyczna pani dyrektor zapewniała mnie, że szanse na przyjęcie są spore. No przecież. Specjalnieśmy się przemeldowali.

Pani Kinga - wychowawczyni Oli, opowiadając o małej mówi, że Ola w przedszkolu jest uważna i pomocna (np. ostatnio tak sama z siebie pomogła Pawełkowi pozbierać porozrzucane kredki) i zupełnie nieasertywna. Zależy jej na przyjaźni z Nastką i Magdą i przeżywa kiedy nie może się włączyć w ich zabawę.
Rozkręca się i rozbrykuje pod koniec dnia.
To potwierdza nasze obserwacje; Ola - jak mawia Maciek - ma poza domem "zimny start". Musi dobrze oswoić się z miejscem, ludźmi, sytuacją, żeby poczuć się swobodnie, dobrze się bawić i rozgadać się.
W domu jest zupełnie inaczej: buzia się jej nie zamyka, wymyśla zabawy ("czary mary, hokus pokus, niech mama zamieni się w huśtawkę. ach, ach, gdzie jest moja mama? szukam i szukam, ale w mieszkaniu pusto, pójdę do Parku Południowego..."), użycza głosu zabawkom, mówi ładnie i składnie.
Kiedy wychodzimy Ola milknie, zatapia się w sobie, na pytania odpowiada zdawkowo.

A poza tym - przyszła wiosna. Ola wybiera się na spacer i ze swojego telefoniku "dzwoni" do Wiktorii: "halo Wiktoria, czy idziesz na spacer? ja teraz wychodzę i biorę rowerek..."


Ola teraz bardzo chętnie wyprowadza rowerek na spacery. W zeszłym roku jakoś szczególnie się z tym pojazdem nie zaprzyjaźniła - po początkowym okresie zainteresowania nowością, niełatwo było ją namówić na przejażdżkę. Przez zimę trochę urosła i chyba nabrała sił. I śmiga:


Przez kilka pierwszych dni miała problem z ruszeniem z miejsca, teraz opanowała technikę i rusza. Nawet nie sprawdza za często, czy podążamy za nią.
To jest zresztą piękny widok - jak dziecko radzi sobie z przeciwnościami. Ola nie umiała ruszyć kiedy jeden pedał był w górze, a drugi u dołu, ale sama wpadła, że wystarczy lekko przesunąć górny pedał do tyłu...
Dotarłyśmy do parku grabiszyńskiego, gdzie Ola się zamyślała nad krokusami:


A jeszcze: ujawniła się nowa przyjemna cecha - Olcia zuprzejmiała: podtrzymuje drzwi od klatki, kiedy idziemy objuczeni, rwie się do noszenia toreb z zakupami. Choć z drugiej strony: na niesienie plecaczka (nieciężkiego), kiedy idziemy do przedszkola, trudno ją namówić.

niedziela, 14 marca 2010

remanent

Długo nic, bo się koncentrujemy na budowie, jak na razie bez spektakularnych efektów.

Ola mówi coraz ładnej - zdania pełne ("narysuj mi pająka i pajęczynę wokół niego"), formy różne, niekiedy treść intrygująca (i coraz ciekawsze błędy). Ostatnie kwiatki:
- nie mogę w to uwierzyć, że dziś babcia do nas przyjedzie
- goń mnie, a ja będę uciekać co sił w nogach
- /przy wieszaniu prania/ powieszę skarpetkę wysoko, żeby widziała świat
- nie zjem na kolację jogurtu, zjem potulny mały kawałek sera (???)
Chwyta już zabawy słowne. Kiedy przy ubieraniu odrzuciła skarpetki na drugi koniec pokoju, zapytałam "gdzie są skarpetki? czy pojechały do skarpetkowa?", Ola podjęła zabawę - odrzuciła też rajtuzki i powiedziała: "a rajtuzki pojechały do rajtuzkowa" i brykała nadal nieubrana...

Z utęsknieniem czekam na rozwój umiejętności sprawozdania. Choć córka jest dobrym obserwatorem, to bardzo ciężko idzie jej opowiedzenie, jak spędziła dzień, jakie filmy widziała w kinie, co było w przedszkolu, itp., a na pewno nie opowie wiele bezpośrednio po zdarzeniu - możemy liczyć na jakieś szczegóły kilka godzin/dni po fakcie.
Wczoraj Ola była na urodzinach u Nastusi - była bez nas (tak, tak - nasze dziecko chodzi już samo na imprezy), bo zabawa była w przedszkolu po okiem umówionej pani prowadzącej. Ola bawiła się świetnie, ale jakiekolwiek bliższe szczegóły usłyszeliśmy dopiero dzisiaj.
Ola napomknęła np., że było za mało chłopców, a Kuba (rodzynek) bawił się tylko z Hanią. Potem opisała zabawy, posługując się przedszkolnym slangiem ("przeszliśmy do sali stolikowej") a na końcu zapytała, kiedy będą następne urodziny.

Staramy się zachęcać Olę do opowiadania. Jak ma ochotę, to opowiada, jak nie - to zaczyna konfabulować. W czasie jazdy samochodem zagaiłam: "o czym była bajka?". Ola wyszła od jakiegoś "zaczarowanego ołówka" czy innego "misia uszatka", a potem zaczęła strasznie kombinować ("a potem mrówka wyjęła termos z plecaka i tak mruknęła..." - jako żywo nie przypominam sobie żadnej bajki z mrówką, plecakiem i termosem). Kiedy dojeżdżałyśmy na miejsce chciałam zamknąć opowieść i zapytałam, czym się skończyła bajka. Ola przez chwilkę milczała wytrącona z narracyjnego ciągu, a potem stwierdziła: "bajka skończyła się napisami".
No tak - na końcu zawsze jest lista płac.

Mimo, że zdawanie relacji trochę szwankuje, to z reguły nasłuch i obserwacja nie nawala; wydaje się, że Ola nie zawsze nas słucha i niezbyt pilnie przygląda się, co robimy, ale chyba to nie tak...
Kilka razy w samochodzie rozmawialiśmy o tym, że warto by kupić łańcuchy na koła, nie wtajemniczając Olci w istotę zakupu. Kiedy po raz n-ty spadł śnieg i ciężko było wyjechać z osiedla, Ola zapytała, czy już kupiliśmy łańcuchy.

Innym razem przejechałam skrzyżowanie na bardzo pomarańczowym świetle, co córeczka od razu wypunktowała: "mamo, nie wolno przejeżdżać na czerwonym świetle, nie wiesz? teraz już wiesz, bo ci wytłumaczyłam".

jak remanent, to remanent: Ola z Jarkiem pod koniec stycznia w Polanicy:


poniedziałek, 1 marca 2010

Dorotka

W zeszłym tygodniu nabyliśmy dla Oli taki hmm... organizer na fotel samochodowy przyozdobiony sympatyczną hipopotamią mordką. Zakup miał służyć poskramianiu chaosu, jaki często pojawia się przy dłuższych podróżach z Olcią. Tymczasem hipcio - a właściwie hipcia, bo Ola nadała stworzeniu imię Dorotka, stała się ulubioną przytulanką i słuchaczem. Ola zasypia z Dorotką, opowiada jej swój dzień, itp., a niewzięcie Dorotki do auta w podróż spotyka się z bardzo silnym protestem.

Ola czeka na wiosnę - już układa plany na wiosenne spacery i pyta się, czy dziś w nocy rozkwitną listki z pączków. A zaraz potem stwierdza, że nie chce, żeby jej bałwan się roztopił i popłynął rzeką do morza.
Poniżej: Ola nie mogąc doczekać się lata ubrała już kostium kąpielowy:


Babcia Ania zmierzyła. Wyniki pomiaru - 96 cm wzrostu.

Tak jak Ola miota się między tęsknotą za zimą a oczekiwaniem wiosny, tak my czasem miotamy się między chęcią zacałowania córeczki a dołującym pragnieniem wyjścia z siebie i stanięcia obok. Ola bowiem bywa słodka i kochana, albo przekorna i uparta.
Kiedy wracam z pracy, przybiega z wyciągniętymi rączkami "strasznie się za tobą stęskniłam, mamusiu". Ale niekiedy nawet nie raczy oderwać się od zabawy z nianią.
Któregoś dnia Ola pięknie pocieszała mnie, kiedy podłamałam się po zobaczeniu koloru drewna na schody - zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. Przygaszona siedziałam dłuższą chwilę podpierając głowę ręką. Ola nie słuchała uważnie naszej rozmowy, ale wiedziała, że moja niewesoła mina ma związek z tymi dwoma kawałkami drewna, które leżały u moich stóp. Wzięła deseczki w ręce i zaczęła mnie głaskać i pokrzepiać: " mamusiu zobacz! te dwa kawałki do siebie pasują, nie martw się". Zasadniczo pocieszył mnie Maciek prostym planem przemalowania całego ustrojstwa, ale chmurzyć przestałam się po pocieszce córeczki.

A po takich miłych chwilach Ola pokazuje charakterek. Wybieramy się do kina na poranek i uprzejmie prosimy córkę o się przyodzianie, na co Ola, która czeka na te niedzielne wyjścia już od czwartku, oznajmia: "nie ubieram się i nie idę, wcale nie chce iść".
Ola ma silne dążenie do samodzielności - jako decydowanie o sobie, ma nieco mniejszy pęd do samodzielności - jako robienie czegoś własnoręcznie. A przede wszystkim nie lubi się ubierać.
Ostatnio po dłuższym przekonywaniu Oli dałam się wciągnąć w negocjacje (mamusiu, ja ubiorę jednego buta, a ty drugiego) i kiedy ubierałam tego drugiego buta, zastanawiałam się na głos: "kiedy Ola będzie się sama ubierać?". Ola zamyśliła się i powiedziała: "po południu jak będę starsza".


czwartek, 18 lutego 2010

bajki

Ola uznała, że już się nasłuchała "trzech świnek" i zabrała się za pozostałe bajki z pakietu urodzinowego. A ostatnio z zadumą stwierdziła: "jak byłam mała, to słuchałam trzech świnek, teraz już nie słucham".
Aktualnie na topie mamy "Królewnę Śnieżkę", "Smoka wawelskiego" i "Brzydkie kaczątko" (które zdeklasowały "Calineczkę", "Kota w butach" i "Słowika"). Córka sama obsługuje wieżę: włącza, ścisza i umieszcza. I rozmyśla: "a jak pan gajowy wsadzi wilka do zagrody, gdzie wcześniej był dzik, to czy to będzie wilk czy dzik?" (bo dodać trzeba, że bajki są raczej w wersji soft i w "Czerwonym kapturku" gajowy nie zabija wilka, tylko umieszcza go w zagrodzie po wyleczonym dziku).

A potem układa własne łączące wszystko - bajki z zestawu, książki z biblioteki, nasze opowieści. Dziś najpierw opowiedziała mi, bajkę zaczynającą się tak:
Były sobie żabki, pierwsza miała na imię Kłębuszek (to z "Julki i Julka"), druga - Ola , a trzecia była leniwa (jak świnka leniwa). Żabki chciały wybudować dom, ja im dałam kolorowe cegły: czerwone i żółte. Żabka Kłębuszek zbierała też trawę i liście na łóżeczko. A potem czarodziejską różdżką zaczarowała i wybudowała domek... itd, itd.
Potem poszła po Maćka ("choć tatusiu, opowiem ci bajkę"). Kiedy Maciek przyszedł Olcia przez chwilkę milczała. Zachęcam bajarkę:
- no Oleńko, opowiedz tacie bajkę o żabce
-zaraz, tylko muzyka przeleci
- ...
- już muzyka nie gra, to opowiadam
Dodam, że nie leciała żadna muzyka, tylko córeczka się wczuła, bo wszystkie płyty od babci zaczynają się krótkim wstępem muzycznym, a dopiero potem czytana jest bajka.

Ola nawet przy wychodzeniu do przedszkola nie rozstaje się z "Julkiem i Julką":


Przedszkole niemal opustoszało (ferie i zimowe infekcje); są dni, kiedy w grupie jest 2-3 dzieci. Ola w mniej licznym towarzystwie chyba czuje się pewniej (poza tym może zmonopolizować sobie panią Kingę), a opowieści z przedszkola płyną szerszym niż wcześniej strumieniem: "kocham też Zosię z grupy czwartej, ale najlepiej bawię się z Madzią; Madzia miała dziś urodziny i dawała czekoladki, a Eryk kocha Szymona i kłócił się z Madzią".
Trzylatki mają bardzo bogate życie uczuciowe.

niedziela, 7 lutego 2010

po kim?


Olcia niekiedy rozbraja spryciulstwem.Najnowszy przykład:
W ostatni piątek jechaliśmy do Polanicy, pakowanie, zamieszanie. Ola znalazła sobie zajęcie - wyjęła kredki do malowania buzi. "Będę malować chmurkę". Za chwilę Olcia miała na twarzy coś niebieskiego i zabierała się za oddzieranie papierka z kredki.
- Olciu, nie odrywaj papierka, jest potrzebny kredce
- tylko przy czubeczku, mamusiu
- ok.
Po minucie widzę, że córka metodycznie oddarła cały papierek z kredki o konsystencji świecówki.
Wkraczam: "Olciu, mówiłam, że ten papier jest potrzebny kredce". Nieco zakłopotana Ola chowa kredkę w rączce. W ciepłej łapce kredka mięknie i pęka na pół. Na twarzy Oli pojawia się podkówka, ale już po kredce...
To był piątek. W poniedziałek rano przybyła niania. Ola wita się i zagaja: "Nianiusiu, popatrz: specjalnie dla ciebie podzieliłam niebieską kredkę na dwie części - proszę, to twoja połówka".
Pani Małgosia została niestety uświadomiona co do pochodzenia prezentu.

Po kim dziecko to ma? Rodzice tacy prostolinijni...

piątek, 29 stycznia 2010

imprezy


Najpierw urodziny, potem bal w przedszkolu.
Na urodzinach przejęta Ola kursowała między licznymi gośćmi, grała babciom do tańca na nowo otrzymanych instrumentach (prym wiodły pianinko i bębenek), z niecierpliwością czekała na zdmuchiwanie świeczek i śpiewanie sto lat:

a następnego dnia wstała i na zwyczajowe niedzielno-poranne pytanie Maćka, z ilu jajek będzie jadła jajecznicę, odpowiedziała: "z trzech, bo skończyłam trzy latka".

Jedyną cyfrą, jaką Ola rozpoznaje jest właśnie 3.

A w środę bal przebierańców w przedszkolu. Ola już przy porannym jogurcie nosiła elementy motylego stroju.


Podobnież bal udany, z występem klauna w charakterze gwoździa programu. Choć Ola najbardziej przeżyła miły fakt, że jej ulubiona koleżanka z drugiej grupy - Zuzia, też była przebrana za motylka.
Właśnie - Ola się pozaprzyjaźniała w przedszkolu: z Magdą ze swojej grupy i wspomnianą Zuzią. Ostatnio wychowawczyni Oli opowiadała, że dziewczynki razem podchodzą i wspólnie proszą o ściągnięcie zabawki z półki, a potem się zgodnie bawią.
Od pani Kingi dowiaduję się wiele szczegółów z przedszkolnego życia córki, bo Ola nie lubi (nie umie?) zrelacjonować dnia. Ot, opowie o jakimś pojedynczym wydarzeniu, poinformuje z kim się dziś bawiła i kogo nie było i koniec. Więcej o tym, co dzieje się w przedszkolu dowiaduję się z rozbudowanych zabaw Oli w przedszkole (w ten sposób poznałam piosenkę na zbliżającą się akademię z okazji dnia babci).

A to panna rozbrykana:



Od kilku miesięcy Ola ma nowe hobby - naklejki. Oblepia (głównie łóżko) , a potem kontempluje. Doskonale wie, o jaką gazetkę poprosić w kiosku, by powiększyć swoją kolekcję. Rama łóżka jest już z obu stron niemal doszczętnie zaklejona. Zdarza się, że Ola przykleja sobie nalepkę do piżamy i tak idzie spać...


Z kategorii różne:
- Oleńko czas na drzemkę
- nie chcę się drzemknąć!

A tu robienie aniołka w śniegu:

i satysfakcja po wygrzebaniu się z zaspy:

niedziela, 10 stycznia 2010

hu hu ha


"Hu hu ha nasza zima zła" albo "zima zima zima, pada pada śnieg", albo "pada śnieg, pada śnieg dzwonią dzwonki sań". Zjeżdżanie na sankach bez tych piosenek właściwie się nie liczyło, a i przy pochodzeniu pod górkę pomagały, bo Olcia zaabsorbowana śpiewaniem zapominała o wysiłku (wchodzenie pod górkę było z reguły jedynym wyczynem podczas spacerów, bo pannę z sanek trudno było wysadzić).

Piosenki zrobiły się wyjątkowo adekwatne od piątku, kiedy cały kraj pokryła niespotykana warstwa śniegu. A w Polanicy napadało tyle:
(to zielone to nasz focus, co czerwone - auris mamy)


Odśnieżenie schodów, balkonów i aut zajęło nam łącznie 5 godzin. Powrót do Wrocławia - ponad 3 godziny (z reguły - mniej niż 2). Było przy tym - pięknie. Nie było rzeczy nieobielonej świeżym puchem.
Oleńka pracowicie pomagała nam przy walce ze śniegiem :

i uważnie przyglądała się opadom:


Tygodniowy ponoworoczny urlop w Polanicy upłynął pod znakiem zimowych atrakcji (my - narty, Olcia - sanki) i "Trzech świnek". Otóż Ola dostała na urodziny od mojej mamy zestaw "najpiękniejszych bajek świata", z których najbardziej ulubiła sobie właśnie "Trzy świnki". Bajka musiała być czytania przynajmniej raz przed południowa drzemką i raz przy wieczornym usypaniu. Kiedy już wszyscy znaliśmy omal całą bajkę na pamięci, zaangażowaliśmy do zabawiania Oli p. Magdę Umer, która czytała tą bajkę na płycie sprytnie dołączonej do książeczki.
Ola prowadziła szczegółowe rozważania nad pacowitością/leniwością świnek, oraz konstrukcją domów ze słomy/gałęzi/kamienia, po czym włączyła do swojego słownika sformułowania typu: "prychnęła leniwa świnka".

Po powrocie do domu Ola chwilowo odpuściła świnkom, porozsadzała pluszaki na dywanie i (tak sama z siebie) urządziła im przedszkole: "Dzieciaki, teraz będziemy malować, rozdam wam podkładki" (każdemu dała po twardej książce) "a teraz kartki, proszę i farbki. Dzieciaki, przepraszam was, ale muszę przejść. Eryku! nie przewracaj się." (kiedy słabo podparta owca uległa grawitacji). itd., itp.
Tęskni za przedszkolem?