niedziela, 14 marca 2010

remanent

Długo nic, bo się koncentrujemy na budowie, jak na razie bez spektakularnych efektów.

Ola mówi coraz ładnej - zdania pełne ("narysuj mi pająka i pajęczynę wokół niego"), formy różne, niekiedy treść intrygująca (i coraz ciekawsze błędy). Ostatnie kwiatki:
- nie mogę w to uwierzyć, że dziś babcia do nas przyjedzie
- goń mnie, a ja będę uciekać co sił w nogach
- /przy wieszaniu prania/ powieszę skarpetkę wysoko, żeby widziała świat
- nie zjem na kolację jogurtu, zjem potulny mały kawałek sera (???)
Chwyta już zabawy słowne. Kiedy przy ubieraniu odrzuciła skarpetki na drugi koniec pokoju, zapytałam "gdzie są skarpetki? czy pojechały do skarpetkowa?", Ola podjęła zabawę - odrzuciła też rajtuzki i powiedziała: "a rajtuzki pojechały do rajtuzkowa" i brykała nadal nieubrana...

Z utęsknieniem czekam na rozwój umiejętności sprawozdania. Choć córka jest dobrym obserwatorem, to bardzo ciężko idzie jej opowiedzenie, jak spędziła dzień, jakie filmy widziała w kinie, co było w przedszkolu, itp., a na pewno nie opowie wiele bezpośrednio po zdarzeniu - możemy liczyć na jakieś szczegóły kilka godzin/dni po fakcie.
Wczoraj Ola była na urodzinach u Nastusi - była bez nas (tak, tak - nasze dziecko chodzi już samo na imprezy), bo zabawa była w przedszkolu po okiem umówionej pani prowadzącej. Ola bawiła się świetnie, ale jakiekolwiek bliższe szczegóły usłyszeliśmy dopiero dzisiaj.
Ola napomknęła np., że było za mało chłopców, a Kuba (rodzynek) bawił się tylko z Hanią. Potem opisała zabawy, posługując się przedszkolnym slangiem ("przeszliśmy do sali stolikowej") a na końcu zapytała, kiedy będą następne urodziny.

Staramy się zachęcać Olę do opowiadania. Jak ma ochotę, to opowiada, jak nie - to zaczyna konfabulować. W czasie jazdy samochodem zagaiłam: "o czym była bajka?". Ola wyszła od jakiegoś "zaczarowanego ołówka" czy innego "misia uszatka", a potem zaczęła strasznie kombinować ("a potem mrówka wyjęła termos z plecaka i tak mruknęła..." - jako żywo nie przypominam sobie żadnej bajki z mrówką, plecakiem i termosem). Kiedy dojeżdżałyśmy na miejsce chciałam zamknąć opowieść i zapytałam, czym się skończyła bajka. Ola przez chwilkę milczała wytrącona z narracyjnego ciągu, a potem stwierdziła: "bajka skończyła się napisami".
No tak - na końcu zawsze jest lista płac.

Mimo, że zdawanie relacji trochę szwankuje, to z reguły nasłuch i obserwacja nie nawala; wydaje się, że Ola nie zawsze nas słucha i niezbyt pilnie przygląda się, co robimy, ale chyba to nie tak...
Kilka razy w samochodzie rozmawialiśmy o tym, że warto by kupić łańcuchy na koła, nie wtajemniczając Olci w istotę zakupu. Kiedy po raz n-ty spadł śnieg i ciężko było wyjechać z osiedla, Ola zapytała, czy już kupiliśmy łańcuchy.

Innym razem przejechałam skrzyżowanie na bardzo pomarańczowym świetle, co córeczka od razu wypunktowała: "mamo, nie wolno przejeżdżać na czerwonym świetle, nie wiesz? teraz już wiesz, bo ci wytłumaczyłam".

jak remanent, to remanent: Ola z Jarkiem pod koniec stycznia w Polanicy:


Brak komentarzy: