wtorek, 22 grudnia 2009

Wałek i zagadki


Mamy ostatnio smak na bułeczki drożdżowe. Doszłam w ich wytwarzaniu do pewnej wprawy i upraszczam produkcję: zamiast rozwałkowywać ciasto, rozciągam je na blacie rękami. Odejście od wersji pierwotnej nie spodobało się mojej asystentce kuchennej, która widząc mamine ułatwienia, bez słowa zeszła z krzesła (stanowisko obserwacyjne przy blacie), bezbłędnie otworzyła drugą szufladę od dołu, wyjęła wałek i podając go przemówiła: "masz, mama, bo sobie ręce pobrudzisz". Cóż było robić - wałkowałam.
No bo jak to być może inaczej niż tak:

Musi być trochę powtarzalności, rytuału...

Zainteresowanie Oli zajęciami domowymi ma swoje zrozumiałe granice i kiedy ogarniam gospodarstwo, dziecko zajmuje się sobą samo. Któregoś dnia zabrałam się za porządki po tym, jak zadawałam Oli zagadki z książki. I słyszę z drugiego pokoju:
"Co to jest za rzecz, która jest mała i ma smoczek? To mała dzidzia. Brawo, brawo!"
"Kto to jest, kto nosi plecak? To księżniczka mała niesłychana. Brawo, brawo!"
Dziecko samowystarczalne: samo zapyta, samo odpowie (trochę zaskakująco czasami) i samo sobie brawo bije.

Kilka dni temu była Marta z Szymkiem. Nieco się obawiałam, jak zachowa się Ola, bo ostatnio wielką rozpaczą reagowała na każdą próbę pobawienia się jej zabawką przez Nastkę.
Chyba zachowanie to należy zrzucić na karb zaleczonej już choroby (znów zakażenie układu moczowego), bo z Szymkiem bawiła się świetnie.
Szymon (coraz bardziej wymowny) był wciągany w różne zajęcia takimi zachęcającymi propozycjami jak: "choć Szymek, ja będę śpiewać, ty będziesz klaskał".


Przyszedł wreszcie mróz i zima. Niestety - śnieg, który na kilka dni okrył świat, nieco zawiódł oczekiwania Oli, bo był sypki i nie dało się lepić bałwana.
Za to można było - posmarowawszy się grubą warstwą kremu "z pingwinkiem" - spacerować po niemal pustym Parku Południowym (Ola właśnie pokazuje na rzeźbę pana Chopina a ja udzielam odpowiedzi na pytanie "czy pan Chopin będzie jeszcze kiedyś grał"):

skarmiać wygłodniałe ptactwo:

albo wieczorem spacerować po pięknie przybranej Świdnickiej, dość do rynku, by zobaczyć imponującą choinkę, inscenizację bajek, naciągnąć rodziców na przejazd karuzelą w ramach bożonarodzeniowego jarmarku i chcieć kupić niemal każdą ozdobę świąteczną ze straganów.

Ola bardzo przeżywa zbliżające się święta. Od kilku tygodni jej ulubione lektury to: "Boże Narodzenie" (taki leksykon) i "Boże Narodzenie w Bullerbyn". Przez kilka dni opowiadała szczegóły wigilii i koncertu świątecznego w przedszkolu.
Od miesiąca Ola z uwagą przygląda się każdej choince, ale zaskoczyła nas jej reakcja na finał domowego ubierania choinki: przystrojone drzewko zostało postawione na szafce, Maciek włączył lampki, a Olci oczy rozbłysły i zaczęła się śmiać z radości. Teraz ma poduszkę w łóżku tak przełożoną, żeby zasypiając widzieć choinkę.
Po prostu czyste szczęście; i nam od razu radośniej.
A wczoraj, kiedy jechałyśmy autem, Ola porządkowała oczekiwania: "Będzie wujek Jarek, ciocia Beata, Antoś, Michaś i oczywiście babcia. Podzielimy się opłatkiem, będziemy życzyć życzenia, a potem babcia przyniesie p r z y s m a k o ł y k i".

Brak komentarzy: