poniedziałek, 7 grudnia 2009

Mikołajki

Oli właśnie przechodzi katar, który jeszcze kilka dni temu bardzo ją męczył, była więc gotowa na wszelkie poświęcenia, byle by tylko zwalczyć chorobę. W któreś popołudnie obrałam pomarańczę. Ola spróbowała i lekko się krzywiąc stwierdziła: "Bardzo kwaśna!" a po chwili (z nadzieją): "Pomoże na katar?".
Rozbawiło mnie to bardzo, bo kiedyś moja ukochana babcia po spróbowaniu soku z grejpfrutów uznała, że "to jest tak niedobre, że musi być zdrowe". Ola idzie tym samym tropem

W mikołajkowy weekend atrakcji było pełno. Lekceważąc Mikołajów w aquaparku i centrach handlowych, udałyśmy się z Olcią w sobotę do muzeum, gdzie miał być dzień mikołajkowy. Z wszystkich atrakcji dla córeczki odpowiedni okazał się li i jedynie kiermasz świątecznych ozdób (to jeszcze nie ten wiek, by wysłuchać wykładu o św. Mikołaju, a potem grać w kalambury). Mimo, że kiermasz na pierwszy rzut oka nie robił imponującego wrażenia (4 stoiska w dużym hallu) spędziłyśmy tam prawie godzinę. Przy pierwszym stoisku można było samodzielnie ozdobić bombkę.


Ja smarowałam klejem różne wzory, a Ola posypywała brokatem złotym, srebrnym, zielonym, itp z takim zaangażowaniem, że brokat miałyśmy na butach, na włosach, wszędzie.


Po pomalowaniu bombki Ola miała strapienie, ponieważ w jej rękach pozostawiłam wybór bombki-bałwana (czerwona, zielona lub niebieska czapka). Ola wybrnęła rozbrajająco: "Kupimy tego, bo ma takie ładne rękawiczki. I mamusiu, zobacz - tu leży taki mały bałwanek - to jest mama i dziecko, kupisz? I jeszcze tatusia - będzie cała rodzina".
Kupiłam wszystkie trzy. Przekonała mnie :)

Znowu przypomina mi się Szydłówek i Antoś (chyba 2-letni wówczas), który na widok dwóch krów i jednej jałówki zdiagnozował sytuację rodzinną rogacizny: "to jest mama-muu, tato-muu i Antoś-muu".

A potem podziwiałyśmy ozdoby z masy solnej ("jak ciasteczka kangurzycy") i zakupiłyśmy tylko jedną, na końcu bombki-olbrzymy (na szczęście bez zakupów).
Kiedy wychodziłyśmy z muzeum, Olcia pytała, kiedy znowu pójdziemy na kiermasz.

W niedzielę Maciek wybrał się z Olą na ostatni w tym roku poranek filmowy, na którym - z okazji Mikołaja - czestowano mandarynkami


a potem niespodzianka - multimedialny pokaz grafik Andrzeja Dudka-Durera. Dzieci szalały, córeczka też:


Brak komentarzy: