Wracamy dziś z Olcią od fryzjera, obie nowe lepsze i podcięte. Córeczka ukontentowana zainteresowaniem "jej fryzjerki" pani Agnieszki, która odświeżyła fryzurę Olci, uwijając się wokół niej zgrabnie, mimo 7. miesiąca ciąży, a na koniec tradycyjnie poczęstowała małą klientkę cytrynowym lizakiem.
W połowie drogi do domu Ola ma dość wrażeń - "weź mnie na rączki mamusiu", ale tu dzwoni telefon, tu zsuwa się z mojego ramienia torebka dociążona soczkiem, książeczką (na wypadek nudy) i zapasowym sweterkiem (na wypadek nie wiadomo czego, bo ciepło u nas jak - nie przymierzając - we wrześniu). Ola ponawia prośbę, ja rozmawiam, ale szybko kończę i tłumaczę córeczce:
"Olciu, nie mogłam cię podnieść, jak rozmawiałam, tak się nie da, ja mam tylko 2 ręce".
Ola przystaje, patrzy na mnie i stwierdza (przysięgłabym, że nieco kpiąco):"Aha, a jak rozmawiałaś, to miałaś jedną?"
PS. Liczenie na głos przy schodzeniu po schodach (a mamy ich do bramy 20) przyniosło nieoczekiwany efekt:
- Olciu, ile bajek dziś oglądamy?
- piętnaście tatusiu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz