Ola ostatnimi czasy łapie nie tyle słówka, ile całe wyrażenia.
Któregoś dnia, kiedy bezlitośnie wypuściliśmy całą wodę z wanny (czasem nie ma innego sposobu na zakończenie kąpieli), Ola dramatycznym tonem oznajmiła: "Proszę państwa! nie ma wody".
Ale mistrzostwo w używaniu "dorosłych" słów osiągnęła Nastka, która któregoś dnia pocieszyła płaczące maluchy w przedszkolu tymi słowy: "Dzieci! Apeluję do was (!!!), nie płaczcie! Mamusie przyjdą!". Kasia (mama Nastki) wypiera się, żeby mówiła tak do dziecka. Gdzie te szkraby łapią takie wyrażenia?
A jeszcze a propos Nastki oraz tytułowego plotkowania: Ola ostatnio przyniosła z przedszkola opowieść, że Nastka tęskniła za mamą, Ola ją pocieszała i dowiedziała się (po czym nam uprzejmie doniosła), że tato Nastki nie szedł do pracy i został w domu (skądinąd tak rzeczywiście było) - dziewczyny się wymieniły informacjami. Te czasy już nadeszły - dzieci nas obgadują...
Choć bacznie obserwujemy różne poczynania Olci, może nie zauważyliśmy, że dziecko nam wskoczyło na wyższy poziom i jest uważniejszym obserwatorem, niż nam się wydawało.
Już od dłuższego czasu Ola nabrała zwyczaju komunikowania stanu swojego samopoczucia/ wrażeń. Cieszę się, że zdecydowanie częściej pojawiają się: "i jestem wesoła", "mi się podoba", "ale ładne", niż łzawe "jest mi psikro" (przykro).
Ola te komunikaty wygłasza "oddolnie", niepytana i ma miły zwyczaj dzielenia się swoimi zaskakującymi zachwytami, takimi jak "jaki piękny papier toaletowy - w fale!" (kiedy jesteśmy w gościach i dziecko korzysta z toalety).
Choć nie można powiedzieć, żeby córeczka nie była asertywna; kiedy jej jakaś zabawa nie odpowiada od razu wypala "nie podoba mi się, nie rób tak". Choć czasami pozornie ulega naszemu entuzjazmowi i wtedy dialog wygląda tak:
- Oleńko, podobało ci się?
- tak
- to zrobimy tak jeszcze raz?
- nie!
Z reguły dziecię dostrzega pozytywy, a krytyki jakie wygłasza, są odbiciem tego, co słyszała od nas ("O papierek leży, nieładnie tak śmiecić...").
Ola te komunikaty wygłasza "oddolnie", niepytana i ma miły zwyczaj dzielenia się swoimi zaskakującymi zachwytami, takimi jak "jaki piękny papier toaletowy - w fale!" (kiedy jesteśmy w gościach i dziecko korzysta z toalety).
Choć nie można powiedzieć, żeby córeczka nie była asertywna; kiedy jej jakaś zabawa nie odpowiada od razu wypala "nie podoba mi się, nie rób tak". Choć czasami pozornie ulega naszemu entuzjazmowi i wtedy dialog wygląda tak:
- Oleńko, podobało ci się?
- tak
- to zrobimy tak jeszcze raz?
- nie!
Z reguły dziecię dostrzega pozytywy, a krytyki jakie wygłasza, są odbiciem tego, co słyszała od nas ("O papierek leży, nieładnie tak śmiecić...").
Tu Ola w czwartkowy wieczór pozuje tacie mocno minkując. Perspektywa pójścia następnego dnia do przedszkola zdecydowanie jej nie smuci.

Po pierwszym tygodniu (a właściwie po 2 dniach, bo Ola chodzi w środy i piątki) mogę napisać, że córeczka dobrze odnajduje się w nowej sytuacji, tylko nieprzeciętnie konfabuluje przy relacjach:
- Oleńko, jak było na muzyce z panią Amelią*?
- nie byłam na muzyce, byłam z Nastką na górze
- jak to?
- no - byłyśmy na górze.
Po godzinie córeczka prezentuje taniec z rytmicznym poklaskiwaniem.
- Olciu, kto cię nauczył takiego tańca?
- pani Amelia!

Po pierwszym tygodniu (a właściwie po 2 dniach, bo Ola chodzi w środy i piątki) mogę napisać, że córeczka dobrze odnajduje się w nowej sytuacji, tylko nieprzeciętnie konfabuluje przy relacjach:
- Oleńko, jak było na muzyce z panią Amelią*?
- nie byłam na muzyce, byłam z Nastką na górze
- jak to?
- no - byłyśmy na górze.
Po godzinie córeczka prezentuje taniec z rytmicznym poklaskiwaniem.
- Olciu, kto cię nauczył takiego tańca?
- pani Amelia!
* rozkład jazdy w przedszkolu jest mocno zapełniony. Ola w swoje 2 dni trafia na wspomnianą muzykę oraz na angielski i gimnastykę.
Byłam w środę po raz pierwszy na zebraniu rodziców. Wrażenia dobre, zwłaszcza po przedstawieniu wizji opieki przedszkolnej według metody zakładającej równoczesne rozwijanie umysłu, emocji i ruchu. Brzmi trochę pompatycznie, ale dobre jest już samo założenie, że pobyt w przedszkolu to nie zabijanie czasu do godziny 16, tylko coś z myślą przewodnią. Zobaczymy jak będzie w praniu.
Byłam w środę po raz pierwszy na zebraniu rodziców. Wrażenia dobre, zwłaszcza po przedstawieniu wizji opieki przedszkolnej według metody zakładającej równoczesne rozwijanie umysłu, emocji i ruchu. Brzmi trochę pompatycznie, ale dobre jest już samo założenie, że pobyt w przedszkolu to nie zabijanie czasu do godziny 16, tylko coś z myślą przewodnią. Zobaczymy jak będzie w praniu.
W sobotę ja wybrałam się trwonić pieniądze, a Maciek z Olą na spacer Gazety Wyborczej do zoo, gdzie od naszej kwietniowej wizyty zaszły liczne zmiany (na lepsze). Ola i Maciek nie doczekali do największej atrakcji - nowego fokarium; czmychnęli zaskoczeni przez deszcz.

Potem deszcz ustąpił a myśmy pojechali do Sulistrowiczek świętować Urodziny Rodziny, czyli zbiorcze urodzino-imieniny Beaty, Jarka, Antosia i Michałka. Zdecydowanie najoryginalniejszym prezentem był pan grajek z gitara i w słomkowym kapeluszu przywieziony przez Grześka aż spod Radomia, który umilał nam imprezę grą i śpiewem.
Olę przytłoczyła nieco ilość nowych twarzy. Zamilkła więc niemal zupełnie dając głos tylko przy Uli (lat 3), a potem przyklejając się do Zuzi (lat 8). Wierna asystowanie Zuzi zostało dostrzeżone przez Michałka, który poczuł się tym wyróżnieniem Zuzi trochę zdetronizowany i zagadywał Olę: "Olciu, to ja Michałek, pamiętasz mnie?" Ciekawe, bo do tej pory Michał czuł się namolnym nieco zachwytem Oli trochę zmęczony.
Olę przytłoczyła nieco ilość nowych twarzy. Zamilkła więc niemal zupełnie dając głos tylko przy Uli (lat 3), a potem przyklejając się do Zuzi (lat 8). Wierna asystowanie Zuzi zostało dostrzeżone przez Michałka, który poczuł się tym wyróżnieniem Zuzi trochę zdetronizowany i zagadywał Olę: "Olciu, to ja Michałek, pamiętasz mnie?" Ciekawe, bo do tej pory Michał czuł się namolnym nieco zachwytem Oli trochę zmęczony.
Jak widać na zdjęciu poniżej Ola później trochę rozkręciła się w kontaktach z dziećmi: w niedzielny poranek śmiało wzięła za rękę Bartusia i udała się na spacer do lasu (w asyście mojej oraz Ewy i Hani - w chuście).

A z innej beczki - odwaliłyśmy z Olką naszą powakacyjną pańszczyznę: wybrałyśmy się do lekarzy alergologa i pediatry-dietetyka. Pomijając uczulenie Oli na laktozę, to prawie na pewno zdrowa jest. A że ma niedowagę? taka uroda. Ok, niech tam będzie szczupła. Niech ma :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz