niedziela, 6 września 2009

Proszę państwa! Dzieci plotkują!

Ola ostatnimi czasy łapie nie tyle słówka, ile całe wyrażenia.
Któregoś dnia, kiedy bezlitośnie wypuściliśmy całą wodę z wanny (czasem nie ma innego sposobu na zakończenie kąpieli), Ola dramatycznym tonem oznajmiła: "Proszę państwa! nie ma wody".
Ale mistrzostwo w używaniu "dorosłych" słów osiągnęła Nastka, która któregoś dnia pocieszyła płaczące maluchy w przedszkolu tymi słowy: "Dzieci! Apeluję do was (!!!), nie płaczcie! Mamusie przyjdą!". Kasia (mama Nastki) wypiera się, żeby mówiła tak do dziecka. Gdzie te szkraby łapią takie wyrażenia?

A jeszcze a propos Nastki oraz tytułowego plotkowania: Ola ostatnio przyniosła z przedszkola opowieść, że Nastka tęskniła za mamą, Ola ją pocieszała i dowiedziała się (po czym nam uprzejmie doniosła), że tato Nastki nie szedł do pracy i został w domu (skądinąd tak rzeczywiście było) - dziewczyny się wymieniły informacjami. Te czasy już nadeszły - dzieci nas obgadują...

Choć bacznie obserwujemy różne poczynania Olci, może nie zauważyliśmy, że dziecko nam wskoczyło na wyższy poziom i jest uważniejszym obserwatorem, niż nam się wydawało.

Już od dłuższego czasu Ola nabrała zwyczaju komunikowania stanu swojego samopoczucia/ wrażeń. Cieszę się, że zdecydowanie częściej pojawiają się: "i jestem wesoła", "mi się podoba", "ale ładne", niż łzawe "jest mi psikro" (przykro).
Ola te komunikaty wygłasza "oddolnie", niepytana i ma miły zwyczaj dzielenia się swoimi zaskakującymi zachwytami, takimi jak "jaki piękny papier toaletowy - w fale!" (kiedy jesteśmy w gościach i dziecko korzysta z toalety).
Choć nie można powiedzieć, żeby córeczka nie była asertywna; kiedy jej jakaś zabawa nie odpowiada od razu wypala "nie podoba mi się, nie rób tak". Choć czasami pozornie ulega naszemu entuzjazmowi i wtedy dialog wygląda tak:
- Oleńko, podobało ci się?
- tak
- to zrobimy tak jeszcze raz?
- nie!
Z reguły dziecię dostrzega pozytywy, a krytyki jakie wygłasza, są odbiciem tego, co słyszała od nas ("O papierek leży, nieładnie tak śmiecić...").

Tu Ola w czwartkowy wieczór pozuje tacie mocno minkując. Perspektywa pójścia następnego dnia do przedszkola zdecydowanie jej nie smuci.


Po pierwszym tygodniu (a właściwie po 2 dniach, bo Ola chodzi w środy i piątki) mogę napisać, że córeczka dobrze odnajduje się w nowej sytuacji, tylko nieprzeciętnie konfabuluje przy relacjach:
- Oleńko, jak było na muzyce z panią Amelią*?
- nie byłam na muzyce, byłam z Nastką na górze
- jak to?
- no - byłyśmy na górze.
Po godzinie córeczka prezentuje taniec z rytmicznym poklaskiwaniem.
- Olciu, kto cię nauczył takiego tańca?
- pani Amelia!

* rozkład jazdy w przedszkolu jest mocno zapełniony. Ola w swoje 2 dni trafia na wspomnianą muzykę oraz na angielski i gimnastykę.

Byłam w środę po raz pierwszy na zebraniu rodziców. Wrażenia dobre, zwłaszcza po przedstawieniu wizji opieki przedszkolnej według metody zakładającej równoczesne rozwijanie umysłu, emocji i ruchu. Brzmi trochę pompatycznie, ale dobre jest już samo założenie, że pobyt w przedszkolu to nie zabijanie czasu do godziny 16, tylko coś z myślą przewodnią. Zobaczymy jak będzie w praniu.

W sobotę ja wybrałam się trwonić pieniądze, a Maciek z Olą na spacer Gazety Wyborczej do zoo, gdzie od naszej kwietniowej wizyty zaszły liczne zmiany (na lepsze). Ola i Maciek nie doczekali do największej atrakcji - nowego fokarium; czmychnęli zaskoczeni przez deszcz.


Potem deszcz ustąpił a myśmy pojechali do Sulistrowiczek świętować Urodziny Rodziny, czyli zbiorcze urodzino-imieniny Beaty, Jarka, Antosia i Michałka. Zdecydowanie najoryginalniejszym prezentem był pan grajek z gitara i w słomkowym kapeluszu przywieziony przez Grześka aż spod Radomia, który umilał nam imprezę grą i śpiewem.
Olę przytłoczyła nieco ilość nowych twarzy. Zamilkła więc niemal zupełnie dając głos tylko przy Uli (lat 3), a potem przyklejając się do Zuzi (lat 8). Wierna asystowanie Zuzi zostało dostrzeżone przez Michałka, który poczuł się tym wyróżnieniem Zuzi trochę zdetronizowany i zagadywał Olę: "Olciu, to ja Michałek, pamiętasz mnie?" Ciekawe, bo do tej pory Michał czuł się namolnym nieco zachwytem Oli trochę zmęczony.

Jak widać na zdjęciu poniżej Ola później trochę rozkręciła się w kontaktach z dziećmi: w niedzielny poranek śmiało wzięła za rękę Bartusia i udała się na spacer do lasu (w asyście mojej oraz Ewy i Hani - w chuście).


A z innej beczki - odwaliłyśmy z Olką naszą powakacyjną pańszczyznę: wybrałyśmy się do lekarzy alergologa i pediatry-dietetyka. Pomijając uczulenie Oli na laktozę, to prawie na pewno zdrowa jest. A że ma niedowagę? taka uroda. Ok, niech tam będzie szczupła. Niech ma :)

Brak komentarzy: