czwartek, 9 kwietnia 2009

zoo



W ostatnią niedzielę rzutem na taśmę niecałą godzinę przed zamknięciem wpadliśmy do zoo.
Ola była zafascynowana nieco mniej, niż się spodziewaliśmy. Nie zdążyliśmy jej przygotować do wyprawy - nie byliśmy pewni, czy jeszcze będzie można wejść, woleliśmy nie mówić dokąd jedziemy i Ola była zaskoczona, tym co widziała.
My zresztą też nie byliśmy zachwyceni, choć z nieco innych względów; mimo, że zoo się zmienia, wybiegi są coraz większe, itd., to jednak wciąż przygnębia widok apatycznych słoni, czy snujących się tygrysów.
Pomimo chłodnawego wieczora zoo było pełne odwiedzających (ku naszemu zaskoczeniu rodziny z maluchami były w mniejszości, większość stanowiła randkująca - chyba - młódź). Niekiedy było ciężko zwierzynę zobaczyć - niektóre wybiegi były mocno oblegane, inne w remoncie. Ola zadowalała się więc każdym zwierzęciem, także koszem - misiem i koszem - żabą.


Na samym początku spotkaliśmy żyrafę. Jej rozmiar przytłoczył Oleńkę.


Potem poszliśmy do wybiegu ze zwierzętami gospodarskimi; świnki i osły, różne owce i kozy właśnie dostały kolację - Ola miała możliwość poobserwować jak zwierzątka wieczerzają.
A później powrót do egzotyki - przecudnie skaczący kangur. Ola widząc jednego większego osobnika, nie omieszkała zapytać: "gdzie Maleństwo?", słusznie skądinąd zakładając, że to duże jest Mamą Kangurzycą.


Tu Ola z przejęciem przypatruje się pawianom:

i macha strusiom:


Czapla chyba bardziej spodobała się nam; Ola popędziła alejką na wprost i przez dobre kilkadziesiąt metrów ani nie obejrzała się, czy któreś z nas za nią idzie.
A czapla wciąż stała:


I wreszcie wiosna:


A na końcu w samym środku zoo trafiliśmy na miejsce dla najmłodszych homo sapiens. Ola nie omieszkała skorzystać, pokazując nam przy tym, że wyzbyła się lęku przed zjeżdżalnią i dobitnie sugerując, że inne urządzenia ją żadnym lękiem nie napawają. Śmiało wdrapywała się na kolejne przeszkody. A ja za nią:



I zdjęcia z dziś - pomoc w przygotowaniach przedświątecznych:


Ola robi się coraz bardziej samodzielna. Kiedy po bardzo dokładnym wypróbowaniu masy na sernik, zaleciłam jej wymycie rączek, Ola najpierw - z przyzwyczajenia - poprosiła, żeby jej odkręcić wodę, bo czym, nie czekając na nasz ruch, sama odkręciła kran i dokładnie wypluskała rączki.


Zauważyliśmy też, że ma coraz lepszą pamięć: np. kilka dni temu podjechałam z Olą do myjni, nieopodal której biegną po nasypie tory kolejowe. Ola rozejrzała się dookoła, po czym skonstatowała: "teraz pociąg nie jedzie". A ostatnio byliśmy tam razem chyba w lutym.
Najbardziej mnie jednak rozbraja czytanie na dobranoc w wykonaniu Maćka i Oli. Ola wciąż i nieodmiennie wybiera bajkę o tym, jak Kubuś Puchatek poszedł do sowy na badania okresowe i chyba zna już całą bajkę na pamięć. Maciek przy czytaniu czasem zawiesza głos, a Ola dopowiada końcówkę zdania. Mała zapamiętuje słówka, nawet jak ich nie rozumie, np. Maciek czyta: "Tygrys siedział w okienku..." a mała dopowiada: "recepcyjnym"...
Dobrą stroną wałkowania tej bajki jest świetne przygotowanie Oli na wizytę u lekarz - sowa bada Puchatka kompleksowo: stetoskopem i otoskopem, robi mu zastrzyk... I Ola ostatnio u pani alergolog poddała się spokojnie wszystkim badaniom, pozwoliła sobie zajrzeć do ucha i do gardła, grzecznie stanęła na wadze. Wstępny wynik badań nie jest całkiem dobry: Ola alergię ma, acz chyba niewielką.

W związku z tym rośnięciem i samodzielnością intensywnie myślimy nad zapisaniem Oleńki od września do przedszkola - na razie tylko na 2 dni w tygodniu i do znanych już Entliczków, ale i tak jest się nad czym zastanawiać. Pani Małgosia zostanie z nami, więc mamy pole manewru, ale jakoś na razie trudno mi wyobrazić sobie Olę samodzielną w większej grupie.
Jako że Ola rocznikowo nie łapie się na publiczne przedszkola, ominęła nas internetowa rekrutacja do tychże, ale za to zakosztowałam uroków rekrutacji do prywatnego przedszkola. Rekrutacji w całkowicie starym, dobrze znanym naszym rodzicom stylu. Stawiając się przed przedszkolem już o 3.45 nad ranem - na zapisy rozpoczynające się o godz.8.00, byłam 67. na liście kolejkowej. Ci z pierwszych pozycji stali w kolejce już trzecią dobę.
I w ten sposób nie zapisałam Oli na Januszowicką.


Brak komentarzy: