wtorek, 14 kwietnia 2009

Święta

Nawet zapracowany tato wyszedł w piątek szybciej z pracy i śmignęliśmy do Polanicy.
W sobotę wyprawa ze święconym:

Podczas święcenia Ola cichaczem i bardzo dyskretnie wydłubała rodzynka z babki w koszyczku. I właśnie, kiedy czekałyśmy na chłopaków pod kościołem, Ola wyznała: "smakował rodzynek".

Dla młodszej asysty koszyczka były lody (starsza asysta oszczędzała miejsce na pasztet i inne takie).


W sobotnie popołudnie poszliśmy przez las odwiedzić mojego tatę.


Całą niedzielną mszę Ola spędziła na łączce przed kościołem. Od dobrych kilku tygodni ciężko trochę nakłonić córeczkę do zachowania przyjętego w kościołach, a więc do niemówienia stereo z księdzem. Ola wprawdzie ostatnio oświadczyła, że idzie do kościoła się modlić, ale nie wiemy do końca, co ona przez to rozumie. Msza upłynęła Oli na obserwowaniu, wdrapywaniu się na skarpę, itp.


Po tzw. śniadaniu wybraliśmy się na wycieczko-spacer do Batorowa. Pogoda była idealna; zaskoczyło nas tylko, że raptem kilka kilometrów od Polanicy na drzewach są dopiero malutkie pączki, a miejscami leży śnieg.


Nie obyło się bez rzucania śnieżkami.

Zasadniczo szliśmy do skalnych grzybów.
Jedni wspinali się na skały mniejsze:

inni na większe:


niektórych ogarniało poczucie mocy:


Powrót leśnym duktem. Na piechotę:

lub w nosidle:
wzdłuż rdzawego strumienia:


wpadającego do małego stawu z kaczkami i żabami (oraz przyszłym potomstwem tych ostatnich):



Poniedziałkową wycieczkę Ola zakończyła znacznie szybciej - w porze drzemki miała kryzys i mimo pokładania się w nosidle, nie udało jej się zasnąć, więc nasza podgrupa wróciła do domu wcześniej.

Ola odespała, a potem do wieczora ganiała za Antkiem, Michałem i sąsiadem - Kacprem (w wieku Antka), który chyba jest nowym idolem Oli; wyrozumiale znosił nieustanne nawoływanie "Kacpel, Kacpelek!" i cierpliwie się z nią bawił.

Oli apetyt się bardzo poprawił (to chyba "zasługa" całkowitego odstawienia mleka), wcinała więc jak na nią nadzwyczajnie, zwłaszcza pieczoną kiełbaskę i sernik. A w sobotę zaskoczyła nas, prosząc babcię o zupę "brokułkową". Co za detronizacja pomidorowej...

I świąteczne reperkusje:
Ola gryzie puzel memory ze świnką i komentuje:
- Ola gryzie świnkę.
- jak smakuje?
- ciastowo!

Reperkusje postłuczkowe:
Ola śpiewa: "jedzie pociąg ... konduktorze łaskawy, zabierz nas do warsztatu!"
Ola polubiła warsztat, bo nie dość, że naprawili "Oli samochód", to jeszcze pieski w biurze były, a sympatyczny właściciel poczęstował małą lizakiem. Byłyśmy tam niemal stałymi klientkami - załatwienie wszystkich papierów z ubezpieczenia to raptem 4 wizyty.

Reperkusje ogólne:
- Ola podaj mi telefon
- po co mamusiu?

- ale tu ludzi! (westchnienie w zatłoczonym autobusie)

Jak za bardzo Olę wkręcamy, odzywa się lekko oburzonym głosikiem: "co ty opowiadasz mamusiu / tatusiu? przecież..."


Brak komentarzy: