Na koniec miesiąca trafiło się trochę lata. Nie ma więc popołudnia bez spaceru. Przedpołudnia zresztą też.
Tu łapiemy ostatnie chwile słońca na tzw. kamyczkach. Ola właśnie robi babkę ze żwirku rozsypanego wokół krzewów, tłumacząc mi, że się baba uda, bo Ola ma "mokre kamyczki" (pomna na rady, że lepsze babki są z mokrego piasku).
Tu łapiemy ostatnie chwile słońca na tzw. kamyczkach. Ola właśnie robi babkę ze żwirku rozsypanego wokół krzewów, tłumacząc mi, że się baba uda, bo Ola ma "mokre kamyczki" (pomna na rady, że lepsze babki są z mokrego piasku).
Ola już w ogóle ma coraz lepszy pomyślunek. Ostatnio wyszło jej zgrabne słówko, kiedy nago po kąpieli biegała po domu; na chwilę się zatrzymała i złożywszy golaska i bieganie powiedziała: "Ola jest biegasek".A kiedy zamazała cała kartkę różowymi bazgrołkami, na moje pytanie, co narysowała, odparła bez zastanowienia "Ola narysowała bałagan".
Ostatnio pisałam o zamiłowaniu Oli do kierownicy. Tu Ola trenuje w garażu. I słusznie, bo zdarza jej się czasem nas przekonywać, że na czerwonym świetle to się rusza...


Imieniny wujka Jarka tato i dziadzio uczcili czynem społecznym na budowie, a Ola tak szalała w pryzmie piasku i żwiru, że aż żal będzie usuwać te świetne zabawki.

Na zdjęciu: domek nie nasz (najbliższych sąsiadów), ale (zadanie dla spostrzegawczych) można znaleźć fragment naszej córeczki.

Na wujkowych imieninach Ola tak biegała za kuzynami, że zgubiła guzik od swej sukienki. Babcia naprędce zszyła, ale zanim przyniesiono igłę z nitką trzymała szelki, co by wdzianko nie spadło.

Niedzielne zabawy w parku to pokaz sprawności Oli, która wdrapuje się na każdą drabinkę i nie boi się chybotliwych mostków i nasze obserwacje, jak córeczka radzi sobie w większej nieznanej grupie. Wśród nowych twarzy jest oczywiście małomówna, często pozwala sobie zabrać zabawkę, wyglądając przy tym na lekko zdziwioną ekspansją zabierającego. I jak chyba większość dzieci ma wciąż problem z dzieleniem się zabawkami. Raczej nie wtrąca się w zabawy innych dzieci, ale czasem je naśladuje.

A tu zabawa stereo dwoma pożyczonymi autkami. Chyba czas kupić córeczce resoraki.
I obowiązkowe przejście po murku:
I na koniec panna Porządna, która bardzo przejęła się hurtowymi ilościami piasku znoszonymi we własnych bucikach i zabrała się za zamiatanie. Na marginesie: obuwie dziecięce jest nadspodziewanie pojemne; kupki piasku wysypywane z butów Oli po powrocie z piaskownicy to około 2-centymetrowe stosiki.
Na zdjęciu widać Olcię w niezbyt uroczych, ale całkowicie ortopedycznie poprawnych kapciach. Oli kolanka okazały się być "nadmiernie wiotkie", a stawy "za bardzo rotujące". Pilnujemy więc siadania (zakazane siadanie na piętach, więc mała sto razy dziennie słyszy "nóżki do przodu") i obuwia, pożądane jest ujeżdżanie bujaka, jeździdełka, rowerka...





































