Urodziny cioci Beaty pozwoliły przekonać się nam, że Ola może zjeść naprawdę spore ilości surowej marchewki z hummusem, a moje urodziny, że krewetki jednak przebojem córeczki są; tato nie nastarczał z obieraniem z pancerzyków...
Na zdjęciu: pełna buzia i zapas w rączce:

Pożegnanie z miękkim smoczkiem już prawie uwieńczone sukcesem. Ola już z rzadka wspomina różową butelkę, ale do wieczornego picia mleczka z nowych kubków (dokupiliśmy kolejny z kotkiem, myszką, serem i dziurką) trzeba ją trochę ponakłaniać. Wykorzystujemy tu bezecnie miłość Oleńki do książek ("Ola, będę czytać dalej jak się jeszcze napijesz mleczka").
Tu Ola wyciszona i przytulająca się:
A tu skoncentrowana i bardzo żwawa:
Mama wybrała się na buszowanie po sklepach, a w tym czasie Ola (sama, co skrzętnie podkreślał tato) złożyła tory i puszczała z mostku pociągi.Zabawy, które Ola wymyśla sobie sama stają się coraz bardziej skomplikowane. Od jakiegoś czasu bawi się "na niby": pichci i podaje mi do spróbowania wyimaginowane potrawy, stawia liczne piaskowe babki na dywanie, przy czym nie dowierzając w moją wyobraźnię, za każdym razem tłumaczy, ogarniając rączką całkiem sporą pustą przestrzeń "mama, tu stoją babki, nie zburz mi ich".
Ostatnio zauważyłam, że dużemu misiu coś się jego żółta koszulka przybrudziła. Przy pomocy Oli zdjęłam misiowe wdzianko i zaniosłam do prania. Kiedy wróciłam do pokoju, Ola klęczała przy swojej szafce i podała mi swój sweterek, mówiąc, żebym ubrała misia w jej ubranie. Miś został odziany, potem Olcia posadziła go na krzesełku przemawiając: "Misiu, usiądź wygodnie i rysuj" i podsunęła mu swoje kredki pod łapkę. Miś nie skorzystał z oferty, ale na pewno było mu bardzo miło.
Jak widać (słychać) córka jest coraz bardziej wymowna i - co nas bardzo cieszy - powoli, acz widocznie ustępuje bardzo mocny jeszcze przed kilkoma miesiącami lęk przed nowym, obcym. Coraz śmielej dokazuje z dziećmi na podwórku, odzywa się w sklepie. Jeszcze bezpośredni kontakt szwankuje, ale to pewnie niełatwe. Ola może dużo mówić "do wszystkich", ale raczej milknie, jak ktoś słabiej znany zada jej pytanie, wita się, czy zagaduje.
Choć wydaje mi się, że lubi mówić i wypróbowywwać nowe słowa. Czasami wychodzi z tego masło maślane ("Ola stoi na stojąco", "kleją się rączki, są klejące" - oczywiście po zjadaniu kanapki z miodem), ale mała stara się chyba używać jak największej ilości słów.
Czasem wychodzi jej to lepiej:
- Oleńko, jaką kredkę masz w ręce?
- niebieską akurat.
a czasem gorzej.
Olę stać też na małą samokrytykę. Patrząc na jej karkołomne wygibasy na kanapie zapytałam się co robi. Odpowiedź brzmiała: "Ola leży na łóżku i się wygłupia".
Dział aktualności: Babcia mierzy Oleńkę - dziecko mierzy już około 89 cm, ale waga niestety drgnęła tylko nieznacznie, więc czekają nas kolejne wizyty u lekarzy.

I jeszcze 2 zdjęcia basenowe. Niestety najlepszej zabawy nie udało się utrwalić - baterie odmówiły współpracy.


No i wiosna idzie:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz