"No, niestety" mawia Oleńka, kiedy czegoś nie ma, nie może znaleźć, itp.
Ale jak dotknęła paluszkami gorącej płyty kuchennej nie miała sił na ładne powiedzonka. Stanęła na środku kuchni i tak rozpaczliwie poprosiła "Mamusiu, przytul!". A mnie oczywiście pękało serce, jak patrzyłam na małego człowieczka, który w drodze do apteki (po niezawodny Pantenol), dmuchał sobie z przejęciem na zbolałe paluszki.
I jednocześnie byłam na siebie bardzo zła, jak stojąc metr od Oli, mogłam nie zauważyć, co ona porabia przy kuchence.Oczywiście nasze wtorkowe plany uległy całkowitej zmianie - nici z basenu, a w zamian za to - zajęcia zastępczo-pocieszające.
Udałyśmy się więc do ulubionego kiosku (tuż obok ulubionego fryzjera) w celu nabycia gazety dziecięcej. Jako że marcowy "Miś" już dawno kupiony i obczytany, pozostały nam kolorowe pisma wydawane przez producentów kreskówek, których Ola w większości nie zna. Oczywiście wybrała gazetkę o Kubusiu Puchatku, do której było dołączone takie latające kółko-śmigiełko.Latające kółko-śmigiełko na zdjęciu poniżej na wysokości obrazka na ścianie, a Oleńka na podłodze taszczy lalę na wózeczku i przemawia do niej: "patrz laluniu, kółko lata, o tam!"
Świetna była w tym pokazywaniu ulubionej zabawce czegoś nowego, ciekawego...
Oleńkowe konwersacje z zabawkami są w ogóle coraz ciekawsze. Kiedy weszłam wczoraj do pokoju, w którym Olcia na dywanie "pływała" wraz z najnowszym ulubieńcem - słonikiem od cioci Doroty, Ola poinformowała kolegę: "słoniu, to jest mama", po czym dodała, że mama z Olą chodzi na basen (widać wcześniej coś mu musiała o basenie opowiadać).
A słonik pojawił się wraz wizytą moich trzebnickich koleżanek z synkami (łącznie trzema). Nastąpiła ogólna wymiana prezentów. Ola dostała prześwietne farby od Agaty i Jasia (rzeczywiście się dobrze spierają) i książeczkę od Doroty i jej chłopaków. Choć Jaś dostał taką samą książkę jak Ola, to mała i tak robiła zakusy na jego egzemplarz.

Jak widać dwoje maluchów przy niewielkiej pomocy starszego, potrafi szybko wprowadzić chaos. Mikołaja nie należy w to mieszać, bo emanował spokojem z łóżeczka Oli i się dystansował od rozwłóczenia zabawek.
A tuż obok łóżeczka Jaś z Olą doszli wreszcie do porozumienia, zaczęli się ściskać, ale niestety zapał Oli był tak wielki, że kolega wylądował na lampie.


Już nie pamiętam, czemu po wyjściu gości Ola siedziała na stole bez rajstop, ale szybko zobaczyła, że bose nóżki kleją się do stołu i nie omieszkała wypróbowywać innych powierzchni do przyklejania się, ale stół był bezkonkurencyjny.

A tu pyszne zdjęcie z weekendu w Polanicy - nasza zapalona czytelniczka w czasie popołudniowej drzemki, mocno trzymająca książkę o przyrodzie.

Książki są nieustającym hitem Oleńki. Nie pamiętam chyba sytuacji, żeby Ola nie chciała, by jej czytano. Coraz rzadziej też się zdarza, że zniecierpliwiona przewraca kartkę, kiedy jestem dopiero w połowie pierwszego zdania.
Tu na zdjęciu jeszcze ostatni rzut okiem na książkę przed wyjściem na spacer - nawet niemal pełnym spacerowy rynsztunek nie przeszkadza oddawaniu się lekturze.
A tu uwiecznienie kolejnego kwadransa na huśtawce,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz