Dziś w Entliczkach Ola zaliczyła swój pierwszy bal karnawałowy. Wszystkie dzieciaki były przebrane; przeważały zwierzęta: Wiki była pszczółką, Nastka myszką, nowy kolega Antoś pingwinkiem, a Olinka biedronką. Mały wyłom zrobił Kubuś - w stroju pirata.
Jeszcze w domu Ola niezbyt entuzjastycznie podeszła do przywiezionych przeze mnie dziś po południu biedronkowych skrzydełek i czapeczki, ale po przyjściu do Entliczków tak się zapatrzyła na Pszczółkę i Myszkę, że bez oporu wdziała cały ten ekwipunek. Naklejanie czarnych kropek (wycinanych wczoraj przez mamę trochę po północy) na czerwone spodnie i tuniczkę poszło już całkiem gładko.
Jak widać po poważnej minie Oli, te zabiegi jednak zrobiły na niej wrażenie. Myszka Nastka też była dziś bardziej milcząca. Tylko Wiki niezmiennie pogodna.

Po krótkiej chwili dzieciaki zapomniały o swoich skrzydełkach/ ogonkach / czółkach/ uszkach i się rozkręciły. Wydawało mi się generalnie, że przebrania - ani własne, ani kolegów - jakoś nie zafrapowały mocno dzieci, maluchy nie zwracały na to większej uwagi.
To była intensywna godzina; pani Amelia nie oszczędzała pianina i naszych nóg, więc rodzice z pewną ulgą witali przerwy w tańcach. Generalnie dorośli komentowali potem, że czuli się jak po niezłej imprezie: lekki szum w głowie po 30. okręceniu się w kółko i nieco zmęczone nogi po kolejnych tańcach.
Na dzieciach nie zrobiło to chyba większego wrażenia, bo powrót z zajęć obejmował wyjmowanie dziewczyn (Ola wracała z Wiki) z kałuży, ganianie po trawnikach, chowanie za krzakami, itp. - pełnoobjawowy powrót do domu ze stałym wybieraniem przez dziecko kierunku przeciwnego niż wyznaczony przez rodzica.

Dzieciaki robiły maski karnawałowe. Ola chętnie robiła, ale kolorowy wyrób nosiła mama.
Ola nie przywiązuje się do swoich dzieł robionych na zajęciach czy w domu, nie pilnuje ich, ale lubi je potem znajdować i coś poprawić. Ostatnio z upodobaniem rysuje kółka i wychodzi jej całkiem zgrabne słoneczko (choć niekoniecznie musi być żółte). A propos: nazywanie podstawowych kolorów już całkowicie opanowane. Teraz będziemy przyswajać: fioletowy, seledyn, błękit, potem: amarant i siennę paloną, ale to już troszkę później ;)

A tu zdjęcie zbiorowe (mama jest szarym króliczkiem).

A w charakterze PSu: Zdjęcia z wtorku - Ola wybiera się do Nastki (2 piętra wyżej).
Zaproponowanie wyjścia do Nastki było jedynym sposobem na wywabienie Oli z ogródka, gdzie nie zważając na zapadający zmierzch i średnio zachęcająca pogodę (choć w dzień naprawdę pachniało wiosną) postanowiła gruntownie odnowić znajomość z piaskownicą przez wysypywanie piasku, zwłaszcza na trawnik (co w moim przekonaniu zmęczonemu zimą trawniczkowi niezbyt służy).
A Nastka jest ostatnio zdecydowanie ulubioną koleżanką Oli, która któregoś dnia na pytanie "jak się nazywasz" odpowiedziała: Nastka.
Ola się szykuje do wyjścia: "Mama, daj mi chusteczkę"
Zaproponowanie wyjścia do Nastki było jedynym sposobem na wywabienie Oli z ogródka, gdzie nie zważając na zapadający zmierzch i średnio zachęcająca pogodę (choć w dzień naprawdę pachniało wiosną) postanowiła gruntownie odnowić znajomość z piaskownicą przez wysypywanie piasku, zwłaszcza na trawnik (co w moim przekonaniu zmęczonemu zimą trawniczkowi niezbyt służy).
A Nastka jest ostatnio zdecydowanie ulubioną koleżanką Oli, która któregoś dnia na pytanie "jak się nazywasz" odpowiedziała: Nastka.
Ola się szykuje do wyjścia: "Mama, daj mi chusteczkę"
Wpycha do kieszonki:
i wygładza:
Generalnie Ola nie podszywa się pod koleżanki i przedstawia się pięknie (niestety tylko w warunkach domowych); odpowiedź na pytanie "jak się nazywasz" ostatnio brzmi: "Ola Małecia i mam 2 latka".
Ola wciąż zaskakuje nas swoim mówieniem. Nie tylko płynnością, ale i rozbudowanymi zdaniami ("Ola ma czkawkę, mama nalej herbatki do kubeczka i dolej ciepłej wody") i łapaniem powiedzeń ("no, nie da rady").
Na pewno, to co mówi, jest jakimś odbiciem tego, co od nas słyszy. Dlatego, kiedy wołałam Olcię i usłyszałam "Ola zmywa, Ola jest zajęta" najpierw uśmiechnęłam się rozbawiona zapracowaniem naszego dziecka, potem zaczęłam się zastanawiać, czy Olcia często od nas to słyszy: jestem zajęta/zajęty? Mam nadzieję, że nie...
Oli wypowiedzi wychodzą coraz zgrabniejsze. Któregoś dnia uciekła mi niekompletnie ubrana i schowała się pod kołderkę, potem umykała przed bluzką, rajstopkami, popiskując radośnie. W końcu wywiązał się dialog:
- Ola, nie możemy iść na spacer, bo nie dajesz się ubrać.
- Za to piszczę!
Ola wciąż zaskakuje nas swoim mówieniem. Nie tylko płynnością, ale i rozbudowanymi zdaniami ("Ola ma czkawkę, mama nalej herbatki do kubeczka i dolej ciepłej wody") i łapaniem powiedzeń ("no, nie da rady").
Na pewno, to co mówi, jest jakimś odbiciem tego, co od nas słyszy. Dlatego, kiedy wołałam Olcię i usłyszałam "Ola zmywa, Ola jest zajęta" najpierw uśmiechnęłam się rozbawiona zapracowaniem naszego dziecka, potem zaczęłam się zastanawiać, czy Olcia często od nas to słyszy: jestem zajęta/zajęty? Mam nadzieję, że nie...
Oli wypowiedzi wychodzą coraz zgrabniejsze. Któregoś dnia uciekła mi niekompletnie ubrana i schowała się pod kołderkę, potem umykała przed bluzką, rajstopkami, popiskując radośnie. W końcu wywiązał się dialog:
- Ola, nie możemy iść na spacer, bo nie dajesz się ubrać.
- Za to piszczę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz