Od tygodnia Olcia jest poddawana częstym oględzinom na okoliczność poszukiwania objawów ospy wietrznej. W ostatni piątek - zaraz po balu przebierańców okazało się, że Wiktoria, z którą Ola niemal codziennie dokazuje na przepołudniowych spacerach jest chora. Jak na razie Oleńka się trzyma, ale choróbsko może się wykluwać do 2 tygodni... Zobaczymy.
Jak na razie Oleńka trzyma się świetnie. Fantazji też jej nie brakuje. Rzeczy wcale nie muszą być tym, na co wyglądają. Jeszcze jesienią Ola lubiła porwać z kuchni ściereczkę do naczyń i przykładając ją do siebie mówić: „Ola ma spódniczkę/sukienkę”. Odwrócona miska do prania była bębenkiem, znacznie częściej używanym, niż piękny bębenek z Kalimby. Teraz Ola bębni w klapę toalety (nazywanej czasami „ataletą”).
Płaskie drewniane klocki ostatnio trafiły pod stópki Oleńki, która szurając klockami po podłodze stwierdziła, że jeździ na nartach.
A do czego jeszcze służy miska? Do noszenia, rzecz to jasna. Ola wyciąga miskę z szafy, lokuje się i woła tatę: "Tatusiu, noś Olę!".

Jak widać na załączonym obrazku całkiem lekkie to nie jest, choć Ola dopiero wraca do wagi z początku stycznia (ma teraz 11.200 g).
Znacznie lżejsze są zabawy z piłką, zwłaszcza że Ola chętnie łapie piłkę, a zamiast rzucać przynosi piłkę, więc rodzic nawet nie musi z miejsca się ruszać.
Tatuś nauczył Olę nazwy jednego zespołu – Iron Maiden. I słuchają razem. I Oli się chyba podoba. Albo jest aktualnie tak wielką wielbicielką muzyki jako takiej, że chętnie słucha wszystkiego. Ola lubi muzykę z radia, płyt, podryguje też w rytm melodii wygrywanych przez niektóre (nieliczne – na szczęście) zabawki.
Taty wkład w edukację muzyczną córki spowodował, że na razie muzyka kojarzy się Oli z wymienionym zespołem. Któregoś dnia stanęła koło wieży i poprosiła „Mamusiu, włącz airon mejden”.
W związku ze zbliżającymi się imieninami taty wybrałyśmy się na zakupy. Oczywiście zagaiłam temat: „Oleńko, jedziemy na zakupy, kupić tacie prezent, co kupimy?”. Ola udzieliła bardzo przytomnej odpowiedzi: „Muzykę”. Fakt nowa płyta to pewniak, ale że nie zrobiłam wcześniej odpowiedniego rozpoznania u solenizanta, poprzestałyśmy na tekstyliach.
Tato jest na swój sposób idolem córeczki, która głęboko wierzy, że tato potrafi wszystko naprawić. Zepsuła się magiczna latarka dołączana do "Misia" (produkt made in China?) "Tato przyjdzie z pracy i naprawi."
Ale rozbroiła mnie któregoś dnia przy śniadaniu, kiedy przy otwieraniu rozdarło się aluminiowe wieczko od jogurtu (rzecz ważna, bo do rytuału jedzenia jogurtu czy serka należy zeskrobywanie odrobinek smakołyku z położonego na stole wieczka);
ja: Oj, rozdarło się wieczko.
Ola: Tato naprawi!
Ostatnio ulubionym słówkiem Oli jest "chyba", co nadaje dużej względności jej wypowiedziom.
Ola lubi się też czasem podroczyć. Na pytanie, co zje na kolację, odpowiedziała że paluszki mamusi i kłapiąc buzią w okolicy moich dłoni powtarzała: mniam, mniam.
W ostatni piątek, podczas wizyty babci Ani z Polanicy Oleńka zaskoczyła nas swoim towarzyskim obyciem. Po "pomaganiu" babci w przygotowaniu kolacji zasiadła w swoim krzesełku i zawołała tatę, który coś nie mógł dotrzeć do stołu: "Tatusiu, proszę na kolację!" i nie było to powtórzenie słów wypowiedzianych przeze mnie czy przez babcię.
A w niedzielę wybraliśmy się na spacer do Ogrodu Botanicznego, pozostając w błędnym przekonaniu, że i zimą ogród jest otwarty. A tam cisza, śnieg i tylko jeden ptak śpiewał między gałęziami.

Skończyło się na zaglądaniu przez płot i planowaniu wiosennych spacerów:

A potem podreptaliśmy po Ostrowie Tumskim.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz