W zeszły piątek minęło 10 lat od pewnej słonecznej soboty, kiedy związaliśmy się nierozerwalnym węzłem; węzeł i związani trzymają się dobrze i mają nadzieję konstatować to co roku jeszcze przez długie dziesięciolecia.
| nasz dorobek |
Za to w ten weekend zostawiliśmy córeczki pod opieką dziadków (Zu została w domu z babcią Anią, Ola pojechała do dziadków do Wrocławia) i ruszyliśmy we dwójkę w lasy milickie.Choć mieliśmy się leniwić za wszystkie czasy, strzeliliśmy sobie wycieczkę z Wróblińca do Milicza przez stawy i z powrotem - 50 km na rowerze! Miałam wczoraj historyczne zakwasy.
![]() |
| Milicz |
Końcem sierpnia świętowaliśmy też skokowe powiększenie rodziny: 30 sierpnia urodzili się Filip i Tymek! Zdrowi i niezbyt do siebie podobni - przynajmniej z wyglądu, z resztą się okaże...
A jeszcze a propos rodziny - w połowie miesiąca Ola z Maćkiem pojechali pod Piłę na II zjazd rodziny Małeckich. Ja zostałam z Zuzą w domu ze wględu na sporą niechęć Zuzanny do pokonywania większych dystansów autem. Choć sformułowanie "w domu" nie jest zbyt precyzyjne - razem z Blanką i Marcinem, którzy przez Wrocław jechali do Polanicy, dołączyliśmy do Beaty i Jarka, weekendujących w Złotowie. Zuzka, która przespała całą drogę, ciekawie odnajdywała się w nowym miejscu: biegała po pokojach, bezskutecznie nawołując "Ola, Ola!", dopiero po ustaleniu, że Oli całkiem nie ma, zajęła się obecnymi.
| typowe korzystanie ze zjeżdżalni |
Na zjeździe Ola bawiła się wyśmienicie ("mamo, tańczyłam do północy, jak Kopciuszek!"), szalała na parkiecie, nawiązywała znajomości, dokładnie zwiedziła miejsce noclegu, itp. A później wszystko mi opowiadała i to bardzo dokładnie (później relacjonujący Maciek nie dorzucił wielu nowych faktów).
Dobrze widzieć, że Oli nie deprymują nowe osoby, nie jest może przesadnie śmiała, ale nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktu. A tańce i (dokładnie opisane) eleganckie kreacje pań były mocnym punktem wspomnień ("mamo, żałuj, że nie byłaś na zjeździe").
Tymczasem słownik Zuzanny skokowo się zwiększył. Spisuję z pamięci:
rodzinnie: tato (to ja mama!), tatuś (to tatuś) i Ola (wiadomo)
zwierzęco: hau (pies), miau (kot)
towarzysko: ej (hej - wychyla się z wózka i zagaja rozmowę, uśmiechając się szelmowsko), pa pa, cześć
zabawowo: opa (hopa - skakać itp), babu (babka i wszelkie zabawy w piasku),
inne: nie, tak, tu (tutaj), alo (telefon), ma (co znaczy nie ma, towarzyszy temu rozłożenie rączek), jeśt (jest), dać (daj - echo pytań "dać ci, dać?"), bam (jak się przewróci)
Miło posłuchać.
Zuza co jakiś czas wyskakuje z klepaniem nas łapką i patrzeniu jaka będzie reakcja. Niestety sama nakręciłam tą sytuację, reagując podręcznikowo: poważne spojrzenie, przytrzymanie ręki i wyraz dezaprobaty. Zuzanka odczytała to zupełnie inaczej - jako rodzaj zabawy z ustaloną kolejnością zdarzeń; teraz klepnie mnie w rękę i mówi: "ała!", po czym kiwa paluszkiem i dodaje: "nu, nu nu!". Podobnie zachowuje się, kiedy wychlapuje wodę poza wannę: wychyla się lekko, żeby ocenić wielkość kałuży na podłodze, po czym patrzy porozumiewawczo, uśmiecha się rozbrajająco i poważnie stwierdza "nu, nu, nu!".
I to by było tyle o wychowaniu córeczki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz