sobota, 12 maja 2012

homo habilis


Napisałabym tytuł w liczbie mnogiej, gdybym pamiętała, jak odmienia się przymiotniki po łacinie. A liczba mnoga jest potrzebna, bo mamy dwa małe człowieki zręczne. 
Ola zapełnia rysunkami kartka po kartce i jak każdy znamienity artysta ma okresy twórczości. Po okresie łąk z drzewem owocowym (z reguły wiśnią), poprzedzonym okresem tulipanów, nastał okres postaci kobiecych, ze szczególnym uwzględnieniem syrenki Arielki. Zakupione w ikei szufladki ze sklejki (6 sztuk) Ola konsekwentnie każdą z szufladek pomalowała w syrenkę. A jak się rozpędzi to nawet tatę narysuje w bluzie a dekoltem a la księżniczka (oraz z bufiastymi rękawkami). 


 A tu Ola jeszcze w piżamie, w moim panieńskim pokoju, całkiem sama układa domek z lego. I idzie jej to bardzo dobrze.

Jednocześnie Ola ostatnio wykazuje głębokie zainteresowanie znakami drogowym. Zaskoczyła mnie, kiedy pokazała znak i powiedziała: "tu nie można parkować". I rzeczywiście - to był zakaz parkowania; mała kojarzy też zakaz wjazdu i drogę podporządkowaną. A w czasie jazdy dopytuje się o inne. Kilka dni temu stwierdziłam, że zakaz wjazdu ma już mocno zakodowany: na placu zabaw Ola zbudowała ogródek z listków, patyczków i kamyków, a kiedy zobaczyła Zuzkę zdecydowanie zmierzającą w kierunku swojego dzieła, szybko patykiem narysowała koło z poziomym pasem w środku, po czym zakrzyknęła: "zabronione, zakaz wjazdu!". Jak można się domyślić Zuza bardzo się tym przejęła.

Ola raczej nie zna powiedzonka o dzieciach czystych i szczęśliwych, ale wciąż czynnie popiera płynące z niego wnioski - córka najpierw pieczołowicie wybiera strój (zawsze ze spódniczką lub sukienką, nie pamiętam, żeby sama z własnej woli ubrała spodnie), po czym beztrosko przyrządza np. patyk panierowany, używając do tego wody z kałuży, ziemi i piasku.

Zuza sama wymyśla sobie na razie czystsze zabawy - na przykład sama sobie chowa zabawkę pod kocyk, po czym unosi koc i z radością wyjmuje znalezisko. Malutka wykazuje też pociąg do urządzeń rtv: nie przepuści okazji, jeżeli pilot jest w zasięgu jej łapek i będzie póty naciskać, póki nie uruchomi telewizora (po czym traci zainteresowanie i gadającym pudłem i pilotem); zapamiętała też którym przyciskiem włącza się wieżę, a jak już włączy to bawi się otwieraniem kieszeni od magnetofonu - wie, co przycisnąć, żeby kieszeń się otworzyła, po czym pcha, żeby zamknąć i od nowa. Jako że córeczka rączki ma silne i niezbyt czule obchodziła się z wieżą, nie wytrzymałam i odłączyłam magnetofon od reszty. Nie spowodowało to jednak utraty zainteresowania wieżą jako taką - teraz Zuza eksploruje cd i tak śmiesznie podryguje, jak uda jej się włączyć jakąż żywszą muzykę. Tymczasem rodzice szukają szafki rtv, jakiejś zamykanej.
Zulka złapała też, jak włączać lampkę nocną babci i pstrykała do upojenia.
Mała nauczyła się klaskać i kiedy słyszy "brawo, brawo", to od razu składa łapki. Już od bodaj miesiąca nie chciała, żebym robiła jej kosi-kosi, tylko brała moje dłonie i nimi klaskała. Teraz wzięła sprawę w swoje ręce.
Mam też wrażenie, że Zu zaczyna jakoś ogólnie więcej rozumieć, kiedy mówię "daj paluszki, będę całować" (a mała bardzo to lubi), wyciąga rączki w kierunku mojej twarzy. A może robię wtedy jakąś szczególną minę i ona po tym poznaje, że zbliża się czas całusków?
Zuzia zaczyna reż współpracować - na widok skarpetek wyciąga stópki do przodu i nawet pozwala sobie jedną skarpetkę założyć (żeby założyć drugą trzeba już dziecko gonić). Choć czasem mam wrażenie, że mała tylko po to pozwala założyć sobie rzeczone skarpetki, żeby je potem z impetem zdejmować.
A ostatnio ulubioną rozrywką Zuzulki jest wędrowanie po schodach, więc otwieram bramkę i asekuruję pannę przy wspinaczce. Jest niestrudzona.


I jeszcze zdjęcia z długiego weekendu w Polanicy:







Brak komentarzy: