Nadrabiamy zaległości - po gipsie Oli, feriach kuzynów, dyżurach babci udało się wreszcie ustalić datę wszechrodzinnego świętowania piątych urodzin Oleńki.
Ale wcześniej Ola miała dwie imprezy przedszkolne: karnawałowy bal przebierańców oraz spóźniony (bo ferie) Dzień Babci i Dziadzia.
Co prawda motywem przewodnim balu był Dziki Zachód, ale Oleczka, do której jakoś nie trafiły opowieści o kowbojach i Indianach, wyraziła życzenie, by być Panią Wiosną. Zainwestowałam w kolorową bibułę i strój dla naszej wiosenki przygotowałam (błogosławiąc przy tym wynalazców kleju termicznego).
Ola wdziała swoją ulubioną sukienkę i ruszyła na balety:
A kilka dni później Babcia i Dziadzio przybyli do przybytku wczesnej edukacji, co bardzo ucieszyło Olcię, która w czasie występu co pewien czas kontrolnie strzelała oczyma w publiczność, odnajdywała dziadków i uśmiechnięta kontynuowała piosenkę/taniec/wierszyk (wiem, bom tam z Zuzą była).


I znowu widać u córeczki pewien postęp, zmianę. Na dniobabciowym występie Ola śpiewała, mówiła, poruszała się razem z dziećmi, nie zapominała gestów, ogólnie mówiąc - brała czynny udział. O ileż inaczej wyglądał zeszłoroczny występ z okazji Dnia Mamy - Oleńka stanęła miedzy śpiewającymi i tańczącymi dziećmi, po czym głęboko się zamyśliła. Nie śpiewała, nie ruszała się, tylko zadumana patrzyła w przestrzeń gdzieś ponad naszymi głowami. Stopień jej dekoncentracji nas wtedy zadziwił. W sumie teraz spodziewałam się czegoś podobnego, bo Ola ma tendencję do wyłączania się i pogrążania się w świecie swojej wyobraźni. A tymczasem mała zgotowała dobry występ.

Zaraz potem nastąpił rodzinny zlot z okazji 5 urodzin. Ola ponownie w ulubionej sukience nadyma policzki i zastanawia się nad marzeniem (które było tak tajemnicze, że nie chciała nikomu go wyjawić):
Co znaczy 5 lat wprawy - świeczki zdmuchnięte jednym dmuchem:
A potem oklaski, sto lat, olkowe poczucie dobrze wykonanej roboty oraz (nienadużywane na szczęście) przekonanie, że jest tego dnia osobą ważną, co wyrażało się swobodnym konwersowaniem z bardziej dorosłymi gośćmi i dobrą zabawą z kuzynami.
Zuzanna z okazji urodzin elegancka i niezmiennie masując czymś swoje swędzące dziąsełka. Zębów jeszcze nie ma, ale coś tam się będzie działo, bo Zuza nie przepuści żadnej twardszej rzeczy, która znajdzie się w jej łapkach.


Tydzień po dość w sumie statycznej, choć gwarnej, imprezie rodzinnej, mieliśmy dynamiczną i bardzo gwarną imprezę dziecięcą. Ola zaprosiła Wiktorię, Krzysia i Grzesia z przedszkola, Nastkę i Wiktorię ze "starego"osiedla oraz Sabinkę i Dominika z sąsiedztwa.
Mieliśmy zawczasu przygotowanych kilka zabaw dla dzieciaków i na zmianę z Maćkiem opuszczaliśmy dorosłych gości, by na górze pozabawiać trochę małych imprezowiczów. Dzieci najlepiej bawiły się przy zabawie w karmienie lwa (lwem byłam ja) i przy rysowaniu urodzinowej dżdżownicy, słabiej przy konkursie balonikowym (będziemy już wiedzieć, jakich zabaw unikać), ale niezaprzeczalnym hitem był wystrzał ze specjalnej tuby z konfetti wieńczący bitwę na kulki z gazet.
Potem pokój wyglądał jak po bitwie:
A między imprezami Zuza poradziła sobie z palącym problemem pt: "co zrobić jak się stoi i się to znudzi?". Córeczka opanowała bowiem wyśmienicie wstawanie, ale nie umiała bezpiecznie wrócić do parteru. Efekt był taki, że Zulka mając dowolny punkt podparcia (kanapa, stolik) bezzwłocznie wstawała, po czym stała kontemplując nowy, lepszy punkt widzenia. Ale jak już ponapawała się widokiem i możliwością dosięgnięcia np. pilota, zaczynała pomrukiwać i pokrzykiwać, żeby jej pomóc przestać stać.
Przedwczoraj Ola pozwoliła łaskawie zabrać ozdobę świąteczną - choinkę z sianka - ze swojego pokoju. W towarzystwie choinki poniewierała się złocista, mieniąca się bombka. Wielbicielka błyszczącego Ola podając mi bombkę powiedziała: "zobacz, jaka ładna bombka - taka brokacista". A ja wcale nie miałam ochoty poprawiać córeczki, bo pomyślałam, że będzie mi trochę żal, jak Oleńka opanuje już biegle literacką polszczyznę i znikną te wszystkie spontaniczne wymysły językowe, takie dzieckowe i ładne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz