W niedzielę stuknęło Zuzance pół roku. Co można powiedzieć o tak małym człowieku... Pogoda ducha - to jest najbardziej uderzająca cecha małej córeczki: Zuzek budzi się spokojnie, często się uśmiecha, długie minuty potrafi bawić się w skupieniu. Płacze rzadko, nie jest marudna. Na spacerach lubi, kiedy opuszczamy budkę gondolki - rozgląda się wtedy z uwagą. Zasypia łatwo, ale i łatwo się budzi. Z zapałem podchodzi do wszelkich zabaw, entuzjastycznie reaguje ostatnio na podskakiwanie (bierze się Zulkę na ręce i podskakuje) oraz na zabawę w chowanego. Bez słowa protestu mała znosi wszystkie eksperymenty starszej siostrzyczki - zapowiada się na dobrego towarzysza zabaw.
Poza wzmiankowanym podskakiwaniem aktualnie ulubione zabawy malutkiej to zabawa w chowanego (się znika za poduszką, a potem się pokazuje, salwy śmiechu Zuzki), córeczka świergocze na widok skaczącej piłki i próbuje ją łapać, ale jakoś bez szczególnego zaangażowania. Zuza jest bowiem umiarkowaną fanką wzmożonego wysiłku fizycznego, co świetnie widać przy pełzaniu. Otóż malutka posiadła umiejętność pełznięcia w wybranym kierunku, czasami więc kładę jakąś ciekawą rzecz kilka metrów od niej i zachęcam ją do wędrówki. Zulka pełznie kawałek, po czym widząc, że zabawka wciąż nie jest w zasięgu jej rączek, porzuca zbyt odległy cel i szuka czegoś ciekawego w bliższej okolicy.
Zulka ma nowe hobby: jest nim wychlapywanie jak największej ilości wody w czasie kąpieli. Po ablucjach Zuzy mokra jest nie tylko spora połać podłogi ale także rodzic kąpiący oraz siostra asystująca. A wczoraj malutka wpadła na to, że chlapać można nie tylko nogami, ręce też mogą się przydać...
Niestety Zuza nabawiła się ostatnio jednego niezbyt dobrego przyzwyczajenia - ssie kciuk i to z taką intensywnością, że na paluszku zmacerowała się skóra. Najczęściej ssie przez sen, ale i na jawie się zdarza, kiedy nikt się nią nie zajmuje przez dłuższy czas. I robi to coraz częściej. Niemal od razu został wdrożony plan naprawczy: zastosowałam płyn "gorzki paluszek", który zupełnie nie zdał egzaminu. Planem B było podanie córeczce smoczka, więc wyciągnęłam smoki dołączone do zestawów dla młodych mam i próbujemy.
Na razie system działa średnio na jeża. Zuzanka przyzwyczajona jest do swobodnej ekspresji - tych przeciągłych ooouee, chichocików, a ostatnio czegoś, co przypomina skrzypienie (dziecko wydaje takie dźwięki, jakby trochę zardzewiało). O ile dopuszczała zatykanie samej siebie kciukiem, to nie akceptuje kneblowania jej smoczkiem. Używanie smoczka polega więc na wkładaniu go do zuzkowego dziobka (rodzice) i radosnym wypluwaniu, przekładaniu z ręki do ręki, rzucaniu na odległość, ewentualnie gryzieniu boków ustrojstwa (Zulka). Ale dzięki tej zabawie Zuza ma stałe zajęcie wokółbuziowe i kciuk jakoś rzadziej wędruje do ust.
Sama jestem ciekawa co z tego wyniknie, po lektura paru artykułów w internecie nie natchnęła mnie zbytnim optymizmem (przekaz był taki, że ze ssaniem nie ma co walczyć, przejdzie w 4-6 roku życia).
W weekend mieliśmy gości: Damian z Anią i Magda, Adam i Zosia. Przyjechali na piątkową kolację, jedliśmy, dziewczyny wieczerzały z nami, a małe uszka słuchały. Efekty: wczoraj bawię się z Olą, ona jest dorosła, zaprasza gości i konwersuje: "coś wam jeszcze dać? może winka?".
A najmilsze zdjęcia z dziewczynami ma Adam:
W sobotę wybraliśmy się na spacer do city, na rynku Magda nabyła 2 balony z helem. Ola bardzo lubi te balony i zawsze boleje, gdy gaz z nich ucieka i przestają się unosić.
Ostatnio na taki balon daliśmy się naciągnąć w Lublinie, po czym przeklęliśmy własną krótkowzroczność i upór Oli, jako że dołożenie balonu do wakacyjnie zapakowanego auta wydało się niemożliwością. Zaproponowaliśmy Oli taki happening, że wypuścimy na wzgórzu zamkowym balon i będziemy patrzeć, gdzie leci. Absolutnie nie! Broniła jak niepodległości, wracaliśmy więc z balonem.
Wyposzczona balonowo Ola nie rozstawała się z nabytkiem, ale wpadła w rozpacz, gdy balon poszybował pod sufit w dużym pokoju. Niezawodny tato znalazł i na to sposób (dużo taśmy klejącej przyczepione do aluminiowego profilu):
Ola zaszczepia siostrzyczce balonolubność:
Między siostrami wciąż dobry układ. Zuza nieodmiennie z entuzjazmem przyjmuje olkową inicjatywę, a Ola sama z siebie zabawia siostrzyczkę, wykazując przy tym tyle inwencji, że czasem stopuję zabawę, powodowana lękiem o całość zuzkowych kości.
Ostatnimi czasy Olcia postanowiła poedukować siostrzyczkę. Rano, jeszcze w piżamce poprosiła, żebym przyniosła Zuzię do jej pokoju, kiedy się będzie ubierać. Umościłam więc Zulkę u siostry na kolorowej kołdrze Oli (a kołdrę na podłodze, to już nie te czasy, że można było zostawić Zuzankę na wąskim łóżku). Szykując się słuchałam monologu Oli: "Zuziu popatrz! tak się ubiera bluzkę - najpierw przechodzi głowa, potem rękawy; jak będziesz starsza, to cię nauczę; a teraz spodnie...". Za chwilę Ola przeszła do sekcji językowej: "Zuziu, zobacz - tu jest yellow i tu jest yellow, a tam i tam pink. a gdzie jest purple? pokaż ładnie coś, co jest purple, o waśnie tu!".
Zuza będzie dzieckiem wyjątkowo wcześnie edukowanym.
Ale kompletnie rozbroiła mnie Olcia, kiedy na koniec tego szkolenia ubraniowo-kolorystyczno-językowego przytuliła Zulkę i mówiła do niej z zapałem: "moja kitty, moja hello kitty", co w ustach Olci, lubującej się we wszechobecnej koteczce, zabrzmiało na wyjątkowe wyróżnienie.
Oli wyobraźnia i inwencja pracują dobrze, czasami za dobrze. Kilka dni temu Oleńka opowiedziała mi ze szczegółami co robili w przedszkolu (takie samorzutne opowieści nie są częstym zjawiskiem, Ola nie ma w sobie potrzeby dokładnego relacjonowania). Zgodnie z opowieścią Oli wybrali się z całą grupą do największego katarzyńskiego marketu, gdzie pani kupiła im po lizaku. Historia z wyprawą do sklepu mnie nie zdziwiła, bo widziałam na przedszkolnej tablicy, że jednym z "tematów kompleksowych" na bieżący miesiąc są właśnie zakupy. Pomyślałam, że po rozmowach o zakupach, piosence o zakupach ("zakupy zrobione, co trzeba kupione") przyszła pora na zajęcia w terenie.
Jakież było moje zdziwienie, gdy przy jakiejś okazji zagadnęłam panią Anię o wyjście. Pani wychowawczyni (też lekko zdumiona) zapewniała, że w żadnym sklepie nie byli, lizaków nie kupowała, a o zakupach rozmawiali tylko na sucho.
I wierz tu opowieściom dziecka.
Ale i tak lubię słuchać nielinearnych opowieści córeczki. Kilka dni temu relacja o przedszkolnych eksperymentach z gorącą i zimną wodą oraz kostkami lodu zaczęła się od tego, że "dziś wszyscy puszczaliśmy w przedszkolu bańki mydlane", dopiero potem przyszło: "ale nie z takiej zwykłej wody, tylko z wody z roztopionych kostek lodu".
Ola posiadła też - niestety - umiejętność oszczędnego gospodarowania prawdą. Obrazek ze stłuczoną szybką znalazł się między poduchami kanapy. Na moje (beznadziejne w gruncie rzeczy) pytanie: "dlaczego nie powiedziałaś, że ci spadł obrazek?" otrzymałam niewiele wnoszącą odpowiedź: "bo zapomniałam".
A dziś wieczorem podam Zuzce pierwszą porcje antybiotyku - nasz półroczniak nabawił się zapalenie oskrzeli.
Smoczki, lekarstwa, fantazje - bez nich się nie obejdziemy.
Zulka ma nowe hobby: jest nim wychlapywanie jak największej ilości wody w czasie kąpieli. Po ablucjach Zuzy mokra jest nie tylko spora połać podłogi ale także rodzic kąpiący oraz siostra asystująca. A wczoraj malutka wpadła na to, że chlapać można nie tylko nogami, ręce też mogą się przydać...Niestety Zuza nabawiła się ostatnio jednego niezbyt dobrego przyzwyczajenia - ssie kciuk i to z taką intensywnością, że na paluszku zmacerowała się skóra. Najczęściej ssie przez sen, ale i na jawie się zdarza, kiedy nikt się nią nie zajmuje przez dłuższy czas. I robi to coraz częściej. Niemal od razu został wdrożony plan naprawczy: zastosowałam płyn "gorzki paluszek", który zupełnie nie zdał egzaminu. Planem B było podanie córeczce smoczka, więc wyciągnęłam smoki dołączone do zestawów dla młodych mam i próbujemy.
Na razie system działa średnio na jeża. Zuzanka przyzwyczajona jest do swobodnej ekspresji - tych przeciągłych ooouee, chichocików, a ostatnio czegoś, co przypomina skrzypienie (dziecko wydaje takie dźwięki, jakby trochę zardzewiało). O ile dopuszczała zatykanie samej siebie kciukiem, to nie akceptuje kneblowania jej smoczkiem. Używanie smoczka polega więc na wkładaniu go do zuzkowego dziobka (rodzice) i radosnym wypluwaniu, przekładaniu z ręki do ręki, rzucaniu na odległość, ewentualnie gryzieniu boków ustrojstwa (Zulka). Ale dzięki tej zabawie Zuza ma stałe zajęcie wokółbuziowe i kciuk jakoś rzadziej wędruje do ust.
Sama jestem ciekawa co z tego wyniknie, po lektura paru artykułów w internecie nie natchnęła mnie zbytnim optymizmem (przekaz był taki, że ze ssaniem nie ma co walczyć, przejdzie w 4-6 roku życia).
W weekend mieliśmy gości: Damian z Anią i Magda, Adam i Zosia. Przyjechali na piątkową kolację, jedliśmy, dziewczyny wieczerzały z nami, a małe uszka słuchały. Efekty: wczoraj bawię się z Olą, ona jest dorosła, zaprasza gości i konwersuje: "coś wam jeszcze dać? może winka?".
A najmilsze zdjęcia z dziewczynami ma Adam:
Ostatnio na taki balon daliśmy się naciągnąć w Lublinie, po czym przeklęliśmy własną krótkowzroczność i upór Oli, jako że dołożenie balonu do wakacyjnie zapakowanego auta wydało się niemożliwością. Zaproponowaliśmy Oli taki happening, że wypuścimy na wzgórzu zamkowym balon i będziemy patrzeć, gdzie leci. Absolutnie nie! Broniła jak niepodległości, wracaliśmy więc z balonem.
Wyposzczona balonowo Ola nie rozstawała się z nabytkiem, ale wpadła w rozpacz, gdy balon poszybował pod sufit w dużym pokoju. Niezawodny tato znalazł i na to sposób (dużo taśmy klejącej przyczepione do aluminiowego profilu):
Ostatnimi czasy Olcia postanowiła poedukować siostrzyczkę. Rano, jeszcze w piżamce poprosiła, żebym przyniosła Zuzię do jej pokoju, kiedy się będzie ubierać. Umościłam więc Zulkę u siostry na kolorowej kołdrze Oli (a kołdrę na podłodze, to już nie te czasy, że można było zostawić Zuzankę na wąskim łóżku). Szykując się słuchałam monologu Oli: "Zuziu popatrz! tak się ubiera bluzkę - najpierw przechodzi głowa, potem rękawy; jak będziesz starsza, to cię nauczę; a teraz spodnie...". Za chwilę Ola przeszła do sekcji językowej: "Zuziu, zobacz - tu jest yellow i tu jest yellow, a tam i tam pink. a gdzie jest purple? pokaż ładnie coś, co jest purple, o waśnie tu!".
Zuza będzie dzieckiem wyjątkowo wcześnie edukowanym.
Ale kompletnie rozbroiła mnie Olcia, kiedy na koniec tego szkolenia ubraniowo-kolorystyczno-językowego przytuliła Zulkę i mówiła do niej z zapałem: "moja kitty, moja hello kitty", co w ustach Olci, lubującej się we wszechobecnej koteczce, zabrzmiało na wyjątkowe wyróżnienie.
Oli wyobraźnia i inwencja pracują dobrze, czasami za dobrze. Kilka dni temu Oleńka opowiedziała mi ze szczegółami co robili w przedszkolu (takie samorzutne opowieści nie są częstym zjawiskiem, Ola nie ma w sobie potrzeby dokładnego relacjonowania). Zgodnie z opowieścią Oli wybrali się z całą grupą do największego katarzyńskiego marketu, gdzie pani kupiła im po lizaku. Historia z wyprawą do sklepu mnie nie zdziwiła, bo widziałam na przedszkolnej tablicy, że jednym z "tematów kompleksowych" na bieżący miesiąc są właśnie zakupy. Pomyślałam, że po rozmowach o zakupach, piosence o zakupach ("zakupy zrobione, co trzeba kupione") przyszła pora na zajęcia w terenie.
Jakież było moje zdziwienie, gdy przy jakiejś okazji zagadnęłam panią Anię o wyjście. Pani wychowawczyni (też lekko zdumiona) zapewniała, że w żadnym sklepie nie byli, lizaków nie kupowała, a o zakupach rozmawiali tylko na sucho.
I wierz tu opowieściom dziecka.
Ale i tak lubię słuchać nielinearnych opowieści córeczki. Kilka dni temu relacja o przedszkolnych eksperymentach z gorącą i zimną wodą oraz kostkami lodu zaczęła się od tego, że "dziś wszyscy puszczaliśmy w przedszkolu bańki mydlane", dopiero potem przyszło: "ale nie z takiej zwykłej wody, tylko z wody z roztopionych kostek lodu".
Ola posiadła też - niestety - umiejętność oszczędnego gospodarowania prawdą. Obrazek ze stłuczoną szybką znalazł się między poduchami kanapy. Na moje (beznadziejne w gruncie rzeczy) pytanie: "dlaczego nie powiedziałaś, że ci spadł obrazek?" otrzymałam niewiele wnoszącą odpowiedź: "bo zapomniałam".
A dziś wieczorem podam Zuzce pierwszą porcje antybiotyku - nasz półroczniak nabawił się zapalenie oskrzeli.
Smoczki, lekarstwa, fantazje - bez nich się nie obejdziemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz