Zapisałam Olę do przedszkola w Świętej Katarzynie - tzn. złożyłam podanie, ale sympatyczna pani dyrektor zapewniała mnie, że szanse na przyjęcie są spore. No przecież. Specjalnieśmy się przemeldowali.
Pani Kinga - wychowawczyni Oli, opowiadając o małej mówi, że Ola w przedszkolu jest uważna i pomocna (np. ostatnio tak sama z siebie pomogła Pawełkowi pozbierać porozrzucane kredki) i zupełnie nieasertywna. Zależy jej na przyjaźni z Nastką i Magdą i przeżywa kiedy nie może się włączyć w ich zabawę.
Rozkręca się i rozbrykuje pod koniec dnia.
To potwierdza nasze obserwacje; Ola - jak mawia Maciek - ma poza domem "zimny start". Musi dobrze oswoić się z miejscem, ludźmi, sytuacją, żeby poczuć się swobodnie, dobrze się bawić i rozgadać się.
W domu jest zupełnie inaczej: buzia się jej nie zamyka, wymyśla zabawy ("czary mary, hokus pokus, niech mama zamieni się w huśtawkę. ach, ach, gdzie jest moja mama? szukam i szukam, ale w mieszkaniu pusto, pójdę do Parku Południowego..."), użycza głosu zabawkom, mówi ładnie i składnie.To potwierdza nasze obserwacje; Ola - jak mawia Maciek - ma poza domem "zimny start". Musi dobrze oswoić się z miejscem, ludźmi, sytuacją, żeby poczuć się swobodnie, dobrze się bawić i rozgadać się.
Kiedy wychodzimy Ola milknie, zatapia się w sobie, na pytania odpowiada zdawkowo.
A poza tym - przyszła wiosna. Ola wybiera się na spacer i ze swojego telefoniku "dzwoni" do Wiktorii: "halo Wiktoria, czy idziesz na spacer? ja teraz wychodzę i biorę rowerek..."

Ola teraz bardzo chętnie wyprowadza rowerek na spacery. W zeszłym roku jakoś szczególnie się z tym pojazdem nie zaprzyjaźniła - po początkowym okresie zainteresowania nowością, niełatwo było ją namówić na przejażdżkę. Przez zimę trochę urosła i chyba nabrała sił. I śmiga:
Przez kilka pierwszych dni miała problem z ruszeniem z miejsca, teraz opanowała technikę i rusza. Nawet nie sprawdza za często, czy podążamy za nią.
To jest zresztą piękny widok - jak dziecko radzi sobie z przeciwnościami. Ola nie umiała ruszyć kiedy jeden pedał był w górze, a drugi u dołu, ale sama wpadła, że wystarczy lekko przesunąć górny pedał do tyłu...
Dotarłyśmy do parku grabiszyńskiego, gdzie Ola się zamyślała nad krokusami:


A jeszcze: ujawniła się nowa przyjemna cecha - Olcia zuprzejmiała: podtrzymuje drzwi od klatki, kiedy idziemy objuczeni, rwie się do noszenia toreb z zakupami. Choć z drugiej strony: na niesienie plecaczka (nieciężkiego), kiedy idziemy do przedszkola, trudno ją namówić.


