sobota, 27 marca 2010

Ole dwie na wiosnę


Zapisałam Olę do przedszkola w Świętej Katarzynie - tzn. złożyłam podanie, ale sympatyczna pani dyrektor zapewniała mnie, że szanse na przyjęcie są spore. No przecież. Specjalnieśmy się przemeldowali.

Pani Kinga - wychowawczyni Oli, opowiadając o małej mówi, że Ola w przedszkolu jest uważna i pomocna (np. ostatnio tak sama z siebie pomogła Pawełkowi pozbierać porozrzucane kredki) i zupełnie nieasertywna. Zależy jej na przyjaźni z Nastką i Magdą i przeżywa kiedy nie może się włączyć w ich zabawę.
Rozkręca się i rozbrykuje pod koniec dnia.
To potwierdza nasze obserwacje; Ola - jak mawia Maciek - ma poza domem "zimny start". Musi dobrze oswoić się z miejscem, ludźmi, sytuacją, żeby poczuć się swobodnie, dobrze się bawić i rozgadać się.
W domu jest zupełnie inaczej: buzia się jej nie zamyka, wymyśla zabawy ("czary mary, hokus pokus, niech mama zamieni się w huśtawkę. ach, ach, gdzie jest moja mama? szukam i szukam, ale w mieszkaniu pusto, pójdę do Parku Południowego..."), użycza głosu zabawkom, mówi ładnie i składnie.
Kiedy wychodzimy Ola milknie, zatapia się w sobie, na pytania odpowiada zdawkowo.

A poza tym - przyszła wiosna. Ola wybiera się na spacer i ze swojego telefoniku "dzwoni" do Wiktorii: "halo Wiktoria, czy idziesz na spacer? ja teraz wychodzę i biorę rowerek..."


Ola teraz bardzo chętnie wyprowadza rowerek na spacery. W zeszłym roku jakoś szczególnie się z tym pojazdem nie zaprzyjaźniła - po początkowym okresie zainteresowania nowością, niełatwo było ją namówić na przejażdżkę. Przez zimę trochę urosła i chyba nabrała sił. I śmiga:


Przez kilka pierwszych dni miała problem z ruszeniem z miejsca, teraz opanowała technikę i rusza. Nawet nie sprawdza za często, czy podążamy za nią.
To jest zresztą piękny widok - jak dziecko radzi sobie z przeciwnościami. Ola nie umiała ruszyć kiedy jeden pedał był w górze, a drugi u dołu, ale sama wpadła, że wystarczy lekko przesunąć górny pedał do tyłu...
Dotarłyśmy do parku grabiszyńskiego, gdzie Ola się zamyślała nad krokusami:


A jeszcze: ujawniła się nowa przyjemna cecha - Olcia zuprzejmiała: podtrzymuje drzwi od klatki, kiedy idziemy objuczeni, rwie się do noszenia toreb z zakupami. Choć z drugiej strony: na niesienie plecaczka (nieciężkiego), kiedy idziemy do przedszkola, trudno ją namówić.

niedziela, 14 marca 2010

remanent

Długo nic, bo się koncentrujemy na budowie, jak na razie bez spektakularnych efektów.

Ola mówi coraz ładnej - zdania pełne ("narysuj mi pająka i pajęczynę wokół niego"), formy różne, niekiedy treść intrygująca (i coraz ciekawsze błędy). Ostatnie kwiatki:
- nie mogę w to uwierzyć, że dziś babcia do nas przyjedzie
- goń mnie, a ja będę uciekać co sił w nogach
- /przy wieszaniu prania/ powieszę skarpetkę wysoko, żeby widziała świat
- nie zjem na kolację jogurtu, zjem potulny mały kawałek sera (???)
Chwyta już zabawy słowne. Kiedy przy ubieraniu odrzuciła skarpetki na drugi koniec pokoju, zapytałam "gdzie są skarpetki? czy pojechały do skarpetkowa?", Ola podjęła zabawę - odrzuciła też rajtuzki i powiedziała: "a rajtuzki pojechały do rajtuzkowa" i brykała nadal nieubrana...

Z utęsknieniem czekam na rozwój umiejętności sprawozdania. Choć córka jest dobrym obserwatorem, to bardzo ciężko idzie jej opowiedzenie, jak spędziła dzień, jakie filmy widziała w kinie, co było w przedszkolu, itp., a na pewno nie opowie wiele bezpośrednio po zdarzeniu - możemy liczyć na jakieś szczegóły kilka godzin/dni po fakcie.
Wczoraj Ola była na urodzinach u Nastusi - była bez nas (tak, tak - nasze dziecko chodzi już samo na imprezy), bo zabawa była w przedszkolu po okiem umówionej pani prowadzącej. Ola bawiła się świetnie, ale jakiekolwiek bliższe szczegóły usłyszeliśmy dopiero dzisiaj.
Ola napomknęła np., że było za mało chłopców, a Kuba (rodzynek) bawił się tylko z Hanią. Potem opisała zabawy, posługując się przedszkolnym slangiem ("przeszliśmy do sali stolikowej") a na końcu zapytała, kiedy będą następne urodziny.

Staramy się zachęcać Olę do opowiadania. Jak ma ochotę, to opowiada, jak nie - to zaczyna konfabulować. W czasie jazdy samochodem zagaiłam: "o czym była bajka?". Ola wyszła od jakiegoś "zaczarowanego ołówka" czy innego "misia uszatka", a potem zaczęła strasznie kombinować ("a potem mrówka wyjęła termos z plecaka i tak mruknęła..." - jako żywo nie przypominam sobie żadnej bajki z mrówką, plecakiem i termosem). Kiedy dojeżdżałyśmy na miejsce chciałam zamknąć opowieść i zapytałam, czym się skończyła bajka. Ola przez chwilkę milczała wytrącona z narracyjnego ciągu, a potem stwierdziła: "bajka skończyła się napisami".
No tak - na końcu zawsze jest lista płac.

Mimo, że zdawanie relacji trochę szwankuje, to z reguły nasłuch i obserwacja nie nawala; wydaje się, że Ola nie zawsze nas słucha i niezbyt pilnie przygląda się, co robimy, ale chyba to nie tak...
Kilka razy w samochodzie rozmawialiśmy o tym, że warto by kupić łańcuchy na koła, nie wtajemniczając Olci w istotę zakupu. Kiedy po raz n-ty spadł śnieg i ciężko było wyjechać z osiedla, Ola zapytała, czy już kupiliśmy łańcuchy.

Innym razem przejechałam skrzyżowanie na bardzo pomarańczowym świetle, co córeczka od razu wypunktowała: "mamo, nie wolno przejeżdżać na czerwonym świetle, nie wiesz? teraz już wiesz, bo ci wytłumaczyłam".

jak remanent, to remanent: Ola z Jarkiem pod koniec stycznia w Polanicy:


poniedziałek, 1 marca 2010

Dorotka

W zeszłym tygodniu nabyliśmy dla Oli taki hmm... organizer na fotel samochodowy przyozdobiony sympatyczną hipopotamią mordką. Zakup miał służyć poskramianiu chaosu, jaki często pojawia się przy dłuższych podróżach z Olcią. Tymczasem hipcio - a właściwie hipcia, bo Ola nadała stworzeniu imię Dorotka, stała się ulubioną przytulanką i słuchaczem. Ola zasypia z Dorotką, opowiada jej swój dzień, itp., a niewzięcie Dorotki do auta w podróż spotyka się z bardzo silnym protestem.

Ola czeka na wiosnę - już układa plany na wiosenne spacery i pyta się, czy dziś w nocy rozkwitną listki z pączków. A zaraz potem stwierdza, że nie chce, żeby jej bałwan się roztopił i popłynął rzeką do morza.
Poniżej: Ola nie mogąc doczekać się lata ubrała już kostium kąpielowy:


Babcia Ania zmierzyła. Wyniki pomiaru - 96 cm wzrostu.

Tak jak Ola miota się między tęsknotą za zimą a oczekiwaniem wiosny, tak my czasem miotamy się między chęcią zacałowania córeczki a dołującym pragnieniem wyjścia z siebie i stanięcia obok. Ola bowiem bywa słodka i kochana, albo przekorna i uparta.
Kiedy wracam z pracy, przybiega z wyciągniętymi rączkami "strasznie się za tobą stęskniłam, mamusiu". Ale niekiedy nawet nie raczy oderwać się od zabawy z nianią.
Któregoś dnia Ola pięknie pocieszała mnie, kiedy podłamałam się po zobaczeniu koloru drewna na schody - zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. Przygaszona siedziałam dłuższą chwilę podpierając głowę ręką. Ola nie słuchała uważnie naszej rozmowy, ale wiedziała, że moja niewesoła mina ma związek z tymi dwoma kawałkami drewna, które leżały u moich stóp. Wzięła deseczki w ręce i zaczęła mnie głaskać i pokrzepiać: " mamusiu zobacz! te dwa kawałki do siebie pasują, nie martw się". Zasadniczo pocieszył mnie Maciek prostym planem przemalowania całego ustrojstwa, ale chmurzyć przestałam się po pocieszce córeczki.

A po takich miłych chwilach Ola pokazuje charakterek. Wybieramy się do kina na poranek i uprzejmie prosimy córkę o się przyodzianie, na co Ola, która czeka na te niedzielne wyjścia już od czwartku, oznajmia: "nie ubieram się i nie idę, wcale nie chce iść".
Ola ma silne dążenie do samodzielności - jako decydowanie o sobie, ma nieco mniejszy pęd do samodzielności - jako robienie czegoś własnoręcznie. A przede wszystkim nie lubi się ubierać.
Ostatnio po dłuższym przekonywaniu Oli dałam się wciągnąć w negocjacje (mamusiu, ja ubiorę jednego buta, a ty drugiego) i kiedy ubierałam tego drugiego buta, zastanawiałam się na głos: "kiedy Ola będzie się sama ubierać?". Ola zamyśliła się i powiedziała: "po południu jak będę starsza".