niedziela, 19 lipca 2009

Lipiec


Zdjęcie poniżej jest najlepszą ilustracją pogody ostatnich tygodni: zdarzają się przebłyski słońca, nawet upalne dni, kiedy to wyciąga się basenik, żeby dziecię zażyło ochłody i wydaje się, że już przyszło lato. A potem niebo się zasnuwa i przez balkonowe okno obserwujemy, jak krople deszczu robią idealne kółka tak, gdzie przed chwilą Olą się pluskała.
Jedyny plus tej pogody to wygląd i faktura naszego trawnika. Myśmy nigdy nie mieli tyle pary, żeby podlewać go tak intensywnie. Teraz - świetnie nawodniony - jest zielony i gęsty.

Nie ma niestety zdjęć z zaimprowizowanych zajęć zastępczych w naszym ogródku. Zabawy w entliczkach zostały odwołane i przy dwóch basenikach, chrupkach i lodach bawiła się Ola z Nastką, Wiktorią i Kubą. Dzieciaki ganiały, mamy rozmawiały zerkając co chwila na wesołe towarzystwo. Zjawiskiem nowym była zabawa całkowicie wymyślona przez dzieciaki (maszerowanie wokół baseniku z rytmicznym powtarzaniem "buła, buła, buła"???). Zaczynają mieć swoje sprawy?

W Polanicy też roślinność bujna i też deszczowo.
W pierwszy lipcowy weekend Ola mogła się nacieszyć dwiema babciami Aniami naraz i dziadziem Adamem oczywiście. Córeczki zupełnie nie zdziwiło, że dziadkowie wrocławscy zmienili miejsce pobytu i w powrotnej drodze zapowiadała, że znowu przyjedzie do Polanicy do babci Ani, babci Ani i dziadzia Adama.



A tu 3 Anie i Ola, czyli Aleksandra Anna:


W początkach lipca Ola była trochę osamotniona na placu zabaw. Nastka i Wiktoria wyjechały, a koledzy się jakoś rozpierzchli. Córeczka miała okazję poznawać inne dzieci, ale nie zawsze z tego korzystała. Ola nie jest śmiała wobec dorosłych, z dziećmi do tej pory generalnie nawiązywała kontakt bez większych problemów. Teraz niestety się to zmieniło i Ola milczy uparcie przy co bardziej ekspansywnych jednostkach. A jednocześnie przełamała się i prosi już w sklepie panią sprzedawczynie o loda czy soczek. Przypuszczamy, że przedszkole trochę ośmieli Olę.


Spacery z Olą na razie się nie zmieniają - wciąż są bardziej wędrówkami w poprzek drogi, niż po drodze. Ola jest wciąż namiętną zbieraczką patyków i kamyczków oraz wierną ich posiadaczką. Patyki wędrują z nami co najmniej do bramy klatki, a niektóre nocują w przedpokoju, kamyki poniewierają się po całym mieszkaniu.
Ola czasami przygląda się dokładnie każdemu krzaczkowi, a obserwacja myjącego się kotka trwała do momentu, kiedy kot nie skończył toalety i poszedł własną drogą (jakieś 20 minut).


Zastanawiamy się nad wzięciem kota. Ale bliższe kontakty Oli z kotem - jak u Agnieszki i Jacka, raczej pogłębiają nasze rozterki. Poniższe zdjęci najlepiej oddaje relacje Oli i Tygrysa: kocur się chowa, a Ola go goni; kocur chowa się coraz lepiej, Ola szuka go z coraz większym zaangażowaniem (wczołgała się pod łóżko).

Wizyta u cioci i wujka nie upłynęła wyłącznie na gonieniu kota. Wybraliśmy się na spacer (podtuczyliśmy trochę komary) a Ola konsekwentnie największe zaufanie okazywała wujkom (tu akurat jednemu):

Brak komentarzy: