poniedziałek, 30 listopada 2009

Za siedmioma górami...


Oleńka stał się ostatnio wymagającym egzekutorem wieczornych rytuałów.
Maciek któregoś dnia czytał jej książkę na sposób szkolny - tzn. zawieszając głos pod koniec zdania i czekając aż córeczka dokończy znane jej świetnie wersy. Ola kilka razy dopowiedziała, ale przy kolejnym zamilknięciu Maćka powiedziała: "Tato, ale t y czytaj!".

Maćkowi nie upiekło się też ze śpiewaniem kołysanek:
- tato, zaśpiewaj mi piosenkę "mam chusteczkę haftowaną"
- nie umiem tej piosenki, Oleńko
- ja cię nauczę
i zaśpiewała całą. Tato okazał się pojętnym uczniem.

Biada tym, którzy zmieniają wersję, o czym się wczoraj przekonałam. Od kilku dni opowiadam Olci bajkę o Dorotce (tej malusiej, co to tańcowała ranną rosą, itd). Dozwolone jest dodawanie nowych szczegółów, dzięki czemu opisy domu, rodziny i przygód Dorotki są coraz pełniejsze, natomiast absolutnie nie wolno: czegoś pomijać i zmieniać kolejności zdarzeń. A zaczyna się niewinnie:
- dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami żyła sobie dziewczynka...
- mamo, zapomniałaś powiedzieć "za siedmioma morzami"
- oczywiście, więc: dawno, dawno temu, za siedmioma morzami, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami żyła sobie dziewczynka...
- mamusiu, nie powiedziałaś "za siedmioma lasami "
- ...
Córeczka byłaby niezłym śledczym...

Ostatnimi czasy więcej przesiadujemy w domu. Oli coś się poprzekręcało i w popołudniową drzemkę zapada dopiero po 14, i budzi się po 16, a czasami około 17, obiad je w porze podwieczorku a na spacer wychodzimy, kiedy jest zupełnie ciemno.
Na dzisiejszym krótkim wieczornym spacerze Ola (znana wielbicielka ciał niebieskich) entuzjastycznie przywitała się z księżycem:
- halo halo księżycu!
- witaj Olu - przemówiłam basem (przyjmując, nie wiedzieć czemu, że właśnie w ten sposób mówiłby księżyc) - patrzę z góry na ciebie i oświetlam ci drogę
- świeć, świeć, bo mi się baterie w latarce wyczerpały.

Latarka, którą Ola dostała od babci, wyczerpała już 2 zestawy baterii - nie dziwota, skoro Ola oświeca sobie wieczorami wszystko z wielką skrupulatnością.
Długie jesienne wieczory Ola umila sobie jeszcze słuchaniem składanki dla maluchów, w każdym tygodniu darząc inny utwór silnym przywiązaniem, które objawia się słuchaniem go w kółko (mieliśmy już tydzień "kolorowe kredki", tydzień "pszczółka Maja", itd.).
Kolejne domowe hobby, to "pisanie literek" - Ola domaga się włączenia komputera a potem w zapamiętaniu pisze litery i cyfry, ale największa frajdę ma z użycia klawisza "backspace".
Ola oczywiście nie rozróżnia liter (poza O i czasami H i M), ale lubi z nimi przestawać. Chyba już wie, jakie możliwości kryją...
A kiedy wybierała się z babcią, Antkiem i Michałem do kościoła, poprosiła moja mamę:
- babciu, weźmy "Pinokia" (lektura obowiązkowa Antosia, czytana przy okazji i Oli)
- Oleńko, ale w tej książce nie ma obrazków
- nie szkodzi, pooglądam literki
No - literatka. Albo literówka.

I jeszcze: podsypywacz mąki pod toczenie bułeczek.


niedziela, 15 listopada 2009

Mówi się

Oj, mówi się coraz więcej i coraz bardziej składnie. Używa się nowych słów ("muszę całkowicie zamknąć to pudło") zdań złożonych ("na spacer wezmę tego misia, któremu ubrałam sweterek") i zdań zasłyszanych ("to nam się przyda") i robi się mnóstwo pięknych błędów:
przede wszystkim w odmianie: "tu będę stoiła" (chyba bo: "stoimy"),
a czasami w konstrukcji:
- mama, choć zobaczyć jak się smażą naleśniki za mną!
- za tobą???
- no, choć za mną! (kiedy wyciągała mnie z łoża boleści na podziwianie, jak Maciek smaży naleśniki)
i z rzadka w stopniowaniu: "jestem żyrafą, sięgam głową wysoko, wysoko, jeszcze wysoczej!"

Lubię, kiedy Ola mówi - jeszcze nie jesteśmy zmęczeni jej rozmownością, a słynnego strumienia pytań przedszkolaków (a co to? po co to?, dlaczego?) nawet jestem ciekawa (i ciekawa jestem, kiedy będę marzyła, żeby dziecko zamilkło choć na chwilę).*

Ostatnio Ola specjalizuje się w monologach. W środowe święto polegiwałam w łóżku z zapaleniem krtani, prawnie bezgłośna (mogłam tylko szeptać) i z nakazem odzywania się jak najmniej. Ale jak tu się nie odezwać, kiedy przychodzi córeczka i prawie na jednym oddechu prawi:
"Mama, jesteś bardzo chora? Mama, uśmiechnij się! Przyniosłam ci moją poduszkę. Zgaszę ci lampkę, bo pora spać."
pstryk
"Zapalę ci lampkę, będziesz sobie czytać książeczkę."
pstryk
"Mamusiu, ja cię przytulę i wyzdrowiejesz. Nie martw się. Pocieszam cię! Mamusiu! [z przyganą] pożyczyłam ci poduszkę, powiedz ładnie dziękuję!"
"Dziękuję Oleńko".

No i mam - a było ciągle przypominać dziecku, że trzeba mówić dziękuję?

Rzecz jasna - nie zawsze jest tak pięknie i miło, zwłaszcza, kiedy Olę rozbiera choroba (teraz chyba się ode mnie zaraziła). Upór jej jest gwałtowny, towarzyszy mu donośny głos i kwaśna minka, ale na szczęście Ola daje się przekonać i potrafi w sekundę zmienić zdanie, którego przez poprzednie 10 minut broniła jak niepodległości.
Dziś pogoda aż prosiła o spacer, ale Olcia coś nie miała ochoty na takie rozrywki: "Nie idę na spacer, nie ubiorę się, chcę się nudzić w domku!". A za chwilę zgodne wyjście...
A w promocji bajki - udało mi się wreszcie znaleźć weekendowe poranki dla dzieci w wieku Oli; szkoda, że tylko do końca jesieni...

Zmienia się nie tylko stopień wymowności Oli, ale też stopień jej śmiałości. Wprawdzie nie jest to wielki skok, ale ostatnio Ola lepiej nawiązuje kontakt z nieznajomymi, odpowiada na pytania, sama pyta... W poniedziałek rozmówcą Oli była pani sprzątająca z biblioteki na Sztabowej, a tematem rozmowy oryginalny mop i jego osprzęt.

I z rannym odprowadzaniem do przedszkola lepiej - pogodniej, bez płaczu i rozpaczy. Ufff

A to zajęcia świętoniepodległościowe - pogoda zniechęciła do obchodów publicznych, a Maciek z Olą przystąpili do budowy domku dla Misia Paulinki:
1. front robót:
2. stan bardzo surowy:
3. c.d.n.

A to zajęcia zeszło-niedzielno-polanickie-po-wyjeździe-kuzynów:
1. badanie zewnętrzne pudła po parkingu:
2. badanie wewnętrzne pudła po parkingu:


*gdzieś przeczytałam: "przez pierwsze 2 lata życia uczymy dzieci chodzić i mówić, a przez następnych 16 lat marzymy, by usiadły i zamilkły" - myśmy to tego jeszcze nie doszli ;)