Oleńka stał się ostatnio wymagającym egzekutorem wieczornych rytuałów.
Maciek któregoś dnia czytał jej książkę na sposób szkolny - tzn. zawieszając głos pod koniec zdania i czekając aż córeczka dokończy znane jej świetnie wersy. Ola kilka razy dopowiedziała, ale przy kolejnym zamilknięciu Maćka powiedziała: "Tato, ale t y czytaj!".
Maciek któregoś dnia czytał jej książkę na sposób szkolny - tzn. zawieszając głos pod koniec zdania i czekając aż córeczka dokończy znane jej świetnie wersy. Ola kilka razy dopowiedziała, ale przy kolejnym zamilknięciu Maćka powiedziała: "Tato, ale t y czytaj!".
Maćkowi nie upiekło się też ze śpiewaniem kołysanek:
- tato, zaśpiewaj mi piosenkę "mam chusteczkę haftowaną"
- nie umiem tej piosenki, Oleńko
- ja cię nauczę
i zaśpiewała całą. Tato okazał się pojętnym uczniem.
- ja cię nauczę
i zaśpiewała całą. Tato okazał się pojętnym uczniem.
Biada tym, którzy zmieniają wersję, o czym się wczoraj przekonałam. Od kilku dni opowiadam Olci bajkę o Dorotce (tej malusiej, co to tańcowała ranną rosą, itd). Dozwolone jest dodawanie nowych szczegółów, dzięki czemu opisy domu, rodziny i przygód Dorotki są coraz pełniejsze, natomiast absolutnie nie wolno: czegoś pomijać i zmieniać kolejności zdarzeń. A zaczyna się niewinnie:
- dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami żyła sobie dziewczynka...- mamo, zapomniałaś powiedzieć "za siedmioma morzami"
- oczywiście, więc: dawno, dawno temu, za siedmioma morzami, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami żyła sobie dziewczynka...
- mamusiu, nie powiedziałaś "za siedmioma lasami "
- ...
Córeczka byłaby niezłym śledczym...
Ostatnimi czasy więcej przesiadujemy w domu. Oli coś się poprzekręcało i w popołudniową drzemkę zapada dopiero po 14, i budzi się po 16, a czasami około 17, obiad je w porze podwieczorku a na spacer wychodzimy, kiedy jest zupełnie ciemno.
Na dzisiejszym krótkim wieczornym spacerze Ola (znana wielbicielka ciał niebieskich) entuzjastycznie przywitała się z księżycem:
- halo halo księżycu!
- witaj Olu - przemówiłam basem (przyjmując, nie wiedzieć czemu, że właśnie w ten sposób mówiłby księżyc) - patrzę z góry na ciebie i oświetlam ci drogę
- świeć, świeć, bo mi się baterie w latarce wyczerpały.
Latarka, którą Ola dostała od babci, wyczerpała już 2 zestawy baterii - nie dziwota, skoro Ola oświeca sobie wieczorami wszystko z wielką skrupulatnością.
Długie jesienne wieczory Ola umila sobie jeszcze słuchaniem składanki dla maluchów, w każdym tygodniu darząc inny utwór silnym przywiązaniem, które objawia się słuchaniem go w kółko (mieliśmy już tydzień "kolorowe kredki", tydzień "pszczółka Maja", itd.).
Kolejne domowe hobby, to "pisanie literek" - Ola domaga się włączenia komputera a potem w zapamiętaniu pisze litery i cyfry, ale największa frajdę ma z użycia klawisza "backspace".
Ola oczywiście nie rozróżnia liter (poza O i czasami H i M), ale lubi z nimi przestawać. Chyba już wie, jakie możliwości kryją...
A kiedy wybierała się z babcią, Antkiem i Michałem do kościoła, poprosiła moja mamę:
- babciu, weźmy "Pinokia" (lektura obowiązkowa Antosia, czytana przy okazji i Oli)
- Oleńko, ale w tej książce nie ma obrazków
- nie szkodzi, pooglądam literki
No - literatka. Albo literówka.
I jeszcze: podsypywacz mąki pod toczenie bułeczek.

- witaj Olu - przemówiłam basem (przyjmując, nie wiedzieć czemu, że właśnie w ten sposób mówiłby księżyc) - patrzę z góry na ciebie i oświetlam ci drogę
- świeć, świeć, bo mi się baterie w latarce wyczerpały.
Latarka, którą Ola dostała od babci, wyczerpała już 2 zestawy baterii - nie dziwota, skoro Ola oświeca sobie wieczorami wszystko z wielką skrupulatnością.
Długie jesienne wieczory Ola umila sobie jeszcze słuchaniem składanki dla maluchów, w każdym tygodniu darząc inny utwór silnym przywiązaniem, które objawia się słuchaniem go w kółko (mieliśmy już tydzień "kolorowe kredki", tydzień "pszczółka Maja", itd.).
Kolejne domowe hobby, to "pisanie literek" - Ola domaga się włączenia komputera a potem w zapamiętaniu pisze litery i cyfry, ale największa frajdę ma z użycia klawisza "backspace".
Ola oczywiście nie rozróżnia liter (poza O i czasami H i M), ale lubi z nimi przestawać. Chyba już wie, jakie możliwości kryją...
A kiedy wybierała się z babcią, Antkiem i Michałem do kościoła, poprosiła moja mamę:
- babciu, weźmy "Pinokia" (lektura obowiązkowa Antosia, czytana przy okazji i Oli)
- Oleńko, ale w tej książce nie ma obrazków
- nie szkodzi, pooglądam literki
No - literatka. Albo literówka.
I jeszcze: podsypywacz mąki pod toczenie bułeczek.




