poniedziałek, 11 marca 2013

w garncu


Edukująca się córka przeszła ostatnio przeszkolenie z przysłów. Głowę dam, że zanim pogodowo-miesiącowe porzekadła usłyszała w placówce wczesnej edukacji, opowiadałam jej o tym w domu. Ale córeczka najwyraźniej zapomniała i teraz przedstawia nam mądrości ludowe jako fascynujące prawdy objawione. A ja tylko zaciskam kciuki do zbielenia kłykci, żeby szkoła nie zabrała jej tej radości z poznawania nowych rzeczy. A przynajmniej żeby nie zbyt szybko i nie zupełnie.
Jeżeli chodzi o poznawanie nowych rzeczy Ola jest akurat na fali wznoszącej - ostatnio poprosiła, żeby nauczyć ją alfabetu. Na razie doszłyśmy do g - nie mam zamiaru się spieszyć, bo co ona będzie w szkole robić?
Od 2 tygodni rozwiązujemy razem sudoku w "gazecie telewizyjnej"; może będzie to nasza świecka piątkowa tradycja?

Trochę gorzej idzie radzenie sobie z emocjami siostrzeństwa, a zachowanie tzw. Hohonia (vel Zuzonia vel Zuzanki) sytuacji nie ułatwia. Zuzek na 3 miesiące przed drugimi urodzinami powala mowy i sprawności rozwojem, wykazując jednocześnie - zwłaszcza w towarzystwie siostry - pierwsze objawy buntu 2-latka. Każda zabawka chwycona przez Olę jest najbardziej w tej chwili pożądaną przez Zuzę rzeczą. Nie rozwiązuje sytuacji oddanie przez Olę np. piłki w paski i chwycenie w zamian piłki z Puchatkiem. Zdobytą przed chwilą wielkim lamentem piłkę w paski Zu natychmiast rzuca w kąt i zaczyna pienia w celu uzyskania kolejnej zdobyczy. Ola, która zdobyła się na pojednawczy gest, traci cierpliwość i zaczyna politykę "nie oddamy nawet guzika".
Tylko zen i cierpliwość. 
Oraz temperowanie Zuzanny i tłumaczenie Oleńce, że Zu nie jest niemiła, tylko bardzo malutka.

A oprócz tłumaczenia postanowiliśmy z Maćkiem podbać mocniej o Olcię. W ostatnich tygodniach mieliśmy oboje nawał pracy, wracaliśmy później i popołudniami na jednego rodzica przypadało dwie intensywne córki. Wspólna zabawa w domu (a na dworze jeszcze nie dało rady) po mniej-więcej półgodzinie kończyła się jakąś awanturką, a gaszenie pożaru polegało na rozdzieleniu dziewczynek i zabawieniu Zuzi. Ola zawsze jakieś zajęcie sobie znajduje - rysowanie, malowanie, lepienie z plasteliny, przebieranie, odgrywanie scenek (do nas dolatują tylko strzępki monologów), słuchanie bajek z płyt, oglądanie książek, gazetek dla dzieci..... Córeczka jest pod tym względem samowystarczalna, co nie znaczy, że nie brakowało jej, żeby rodzice na chwilę skupili się tylko na niej.
Ale olkowy brak współpracy przy codziennych czynnościach dał nam do myślenia. Zmieniliśmy metodę i dziecko nam się naprawiło.
Kruchy jeszcze w środku ten mały człowiek.


Dziś w ramach "sam-na-sam-z-rodzicem" Olcia wybrała się z Maćkiem na zakupy - oficjalnie dla Oli, nieoficjalnie szukanie prezentu urodzinowego dla mamy, pełne porozumienie i całkowita konspira.

W przedszkolu bez zmian, pani Marta chwali córkę, że koleżeńska i wytrwała. 
A swoim nurtem idą zabawy organizowane przez przedszkolaki: bodaj w poniedziałek Olcia poprosiła, żeby następnego dnia mogła się ubrać w jakąś piękną sukienkę, albo wziąć takową sukienkę do przebrania. Kiedy zaczęłam delikatnie badać cel takiegoż specjalnego stroju, ma 6-letnia córeczka odrzekła: "jutro biorę z Dominikiem ślub". Ze spokojnym zainteresowaniem w głosie zapytałam czy Dominik będzie równie elegancki ("tak, będzie miał koszule w paski i zrobimy mu krawat z papieru), myśląc przy tym, co roi się w głowie mojego małego stworzonka.
Jak się dowiedziałam następnego dnia, ślub się odbył, Aleks był księdzem, który wygłosił zwyczajową formułkę, Maja trzymała welon....


Do słownika Zuzy weszły dawno, ale nie zapisałam
tulam - przytulam
ciul - sól
nóć - nóż i inne sztućce
kaba - kawa
konieć - koniec

Zuza jest bardzo kulturalnym maluchem - już dawno temu zaskoczyła mnie, mówiąc "pasiam", kiedy chciała dostać się do szafki, a ja stałam jej na drodze, teraz ładnie (i w odpowiednich momentach) mówi: "posie" i "kuje".
W tym tygodniu zastrzeliła nas następującymi słowy:
deść - deszcz
mieci - śmieci (spostrzeżenie w czasie spaceru)
mój/moje - zaznacza własność
moge - nie mogę/nie daję rady
mleko
mok - smoczek
Zu zaczyna coś łapać z liczebnikami - jak przekłada klocki, mruczy sobie: tsi, śeść, ale padłam, jak Zuzoń ubierając sobie rajstopki, po naciągnięciu pierwszej nogawki, poszukując drugiej, wzywał ją mówiąc: djuga, djuga!