niedziela, 21 października 2012

115 i 77


Tytuł posta to nie tajny szyfr, a li i jedynie wzrost naszych dziewczyn. Pną się do góry, zwłaszcza Zuzanna, co jakoś nas nie dziwi wobec ilości jej posiłków. Ostatnio ulubionym słowem Zu jest "am" (jedzenie/jeść), ale nie jako rzeczownik, ale czasownik w formie rozkazującej. Kilkanaście dni temu Zulka przeszła ciężką 4-dniową biegunkę i od tej pory nadrabia zaległości. Przez kilka pierwszych dni było to ze wszech miar zrozumiałe, więc bez większego zdumienia obserwowaliśmy, jak Zuzka, która zjada obiadek po drzemce, domagała się posadzenia jej na krzesełku i podzielenia się posiłkiem, kiedy jadłyśmy z Olą obiad o 16; sytuacja powtórzyła się po powrocie Maćka z pracy i tatuś nie miał wyjścia - od ust odjął i malutką poczęstował. Ale teraz musimy wchłanianie Zuzy ująć w jakieś karby, bo mały brzuszek tego nie wytrzyma. A w czwartek - jak zrelacjonowała pani Karolina - pierwszym słowem Zuzy po drzemce było: AM!
Tymczasem powoli, acz systematycznie rozwija się słownik Zuzy; na razie z reguły o słowa jednosylabowe, albo wprawdzie składające się z dwóch sylab, ale takich samych - z jednym wyjątkiem: słowo "pampa", które lampę oznacza.
- be - rzeczy, które należy wyrzucić do śmieci (pielucha, okruszek, chusteczka higieniczna)
- koko - kura (z tym, że Zuza, doświadczająca prawdopodobnie tych samych problemów logopedycznych, co Ola wymawia: "toto")
- lala - lala
- oj / ojoj - kiedy się potknie, coś jej wypadnie, itp.
- tup, tup - tupanie/chodzenie (zwłaszcza po schodach)
- ała - kiedy coś boli
- nu, nu, nu! - kiedy wie, że czegoś jej nie wolno, albo sama chce zabronić (np. Oli wchodzenia za zuzkowe krzesełko, albo brania zuzkowych zabawek - również tych, którymi w Zuza się aktualnie nie bawi: po prostu "moje, nie ruszaj!")
- pepe - proszę (kiedy coś podaje - bardzo eleganckie obejście ma nasze dziecko)
- aaa - spanie.
Pojawienie się tego ostatniego słówka (choć czy to do słów zaliczyć można?), zauważyła Ola, po czym głośno uświadomiła rodzicom kręcącym się po kuchni: "Zuzia usypia lalę - buja ją na rękach i mówi do niej: aaa-aaa!".


Stosunek Oli do Zuzy ostatnio zmienił się - na lepszy. Po przesłodkiej sielance pierwszego roku nastąpił trudniejszy okres, kiedy nagle mobilna Zuzanka zaczęła dobierać się do Oli zabawek i skarbów, niszczyć rysunki z upodobaniem zostawiane przez starszą siostrę na podłodze, wdrapywać się na kanapę, gdzie Ola właśnie kończyła imponującą konstrukcję z poduszek, zajmować huśtawkę, itd. Olcia jakby dopiero wtedy odczuła cały ciężar posiadania siostrzyczki, nie dostrzegając przy tym zalet przestawania z małym, niekomunikatywnym człowieczkiem. "mamo, zabierz ją!", "tato, ale zrób tak, żeby Zuzia tu nie przychodziła" słyszeliśmy dość często. Z jednej strony więc temperowaliśmy Zuzanki temperament, z drugiej tłumaczyliśmy Oli, że jeszcze nie może od Zuzy za dużo oczekiwać, a z trzeciej sławiliśmy zalety bycia starszakiem (Ola zupełnie tego nie łykała - wyrażała chęć bycia wożoną w wózku i karmioną łyżeczką), a z czwartej kombinowaliśmy jakieś wspólne zabawy. 
A tu gdzieś mimochodem dziewczyny podrosły, Zu już dużo rozumie, trochę się komunikuje, a i Ola przywykła. I tak coraz częściej dziewczyny coś razem kombinują. Ola usiłuje np. nauczyć Zuzę zasad berka, Zu wprawdzie nie łapie, ale samo ganianie z siostrą bardzo ją bawi, perlisty śmiech Zulki udziela się Oli i zabierają się za kolejną zabawę. Rodzice obserwują to z radością wymieszaną z ulgą, gdyż poskramianie Zuzy, dopieszczanie Oli, zabawianie odtrąconej Zuzy, przypominanie o wszystkim Oli po wielokroć już nas nieco zmęczyło.
Bardzo obiecująco wyglądały zabawy Olci z Wojtusiem w czasie ostatniego weekendu w Polanicy. Wojtuś, liczący obecnie lat 2 i pół (widziany przez Olę dokładnie rok temu - na poprzednim rodzinnym zjeździe) objawił się teraz jako towarzysz energiczny i wymowny; Ola wymyślała zabawy, Wojtuś włączał się bez wahania, byli niezmordowani. 


Może więc i z Zuzą za rok... A tymczasem zdjęcia z dziś: byłyśmy z Olą w kinie na filmie o wróżkach, Ola wyciągnęła podręczne akcesoria wróżkowe i czarowała siostrę.

A tymczasem u Zuzki coś jakby początki buntu dwulatka - chce np. sama zakładać buty, bluzę, nie wychodzi jej to, irytuje się, ale nie daje sobie pomóc;  na razie wystarcza jednak kilka sekund, odwrócenie uwagi, a spokojnie siada, wyciąga rączki, nastawia nóżki.
Jednocześnie często chce naśladować Olę, również w tym, co zjada. Jest problem, kiedy Zuzanna, nie mogąca się jeszcze pochwalić imponującym uzębieniem (u dołu: jedynki i czwórki, u góry: jedynki, dwójki i czwórki)m dostaje coś innego do jedzenia, niż Ola. Co ciekawe - zupełnie nieważne jest co mają na talerzach rodzice; Zuza wyciąga widelec/łyżeczkę tylko w stronę olkowego talerza, domagając się spróbowania siostrzanego "am". Ola nie widzi większego problemu w dzieleniu się posiłkiem (no - chyba, że to ogórek kiszony: wczoraj okazało się, że to nowa ulubiona surówka dziewczyn - marchewka z jabłkiem zdetronizowana!). Olcia świetnie poradziła, kiedy Zuzka domagała się podzielenia deserem, choć miała przed sobą dokładnie to samo co siostra; Ola po prostu przełożyła część truskawek ze swojej miseczki do zuzkowej, zamieszała i zachęciła małą. Zadziałało bez pudła.

zachowaj czystą umywalkę...

I jeszcze zdjęcia z weekendu pod parą w Jaworzynie:


I Zuza na placu zabaw przed restauracją:



I Ola tekwondzistka:


I pożegnanie z sezonem poziomkowym:


I najlepszy tekst olkowy z ostatnich dni, który padł, kiedy wracałyśmy z przedszkola, a córka opowiadała o skomplikowanej zabawie, jaką wymyślili i uskuteczniali. Jako że nie zareagowałam widocznie z dostatecznym podziwem, dziecko zadało pytanie uściślające:
- i co mamo, jesteś po wrażeniem?
No ba!