piątek, 29 stycznia 2010

imprezy


Najpierw urodziny, potem bal w przedszkolu.
Na urodzinach przejęta Ola kursowała między licznymi gośćmi, grała babciom do tańca na nowo otrzymanych instrumentach (prym wiodły pianinko i bębenek), z niecierpliwością czekała na zdmuchiwanie świeczek i śpiewanie sto lat:

a następnego dnia wstała i na zwyczajowe niedzielno-poranne pytanie Maćka, z ilu jajek będzie jadła jajecznicę, odpowiedziała: "z trzech, bo skończyłam trzy latka".

Jedyną cyfrą, jaką Ola rozpoznaje jest właśnie 3.

A w środę bal przebierańców w przedszkolu. Ola już przy porannym jogurcie nosiła elementy motylego stroju.


Podobnież bal udany, z występem klauna w charakterze gwoździa programu. Choć Ola najbardziej przeżyła miły fakt, że jej ulubiona koleżanka z drugiej grupy - Zuzia, też była przebrana za motylka.
Właśnie - Ola się pozaprzyjaźniała w przedszkolu: z Magdą ze swojej grupy i wspomnianą Zuzią. Ostatnio wychowawczyni Oli opowiadała, że dziewczynki razem podchodzą i wspólnie proszą o ściągnięcie zabawki z półki, a potem się zgodnie bawią.
Od pani Kingi dowiaduję się wiele szczegółów z przedszkolnego życia córki, bo Ola nie lubi (nie umie?) zrelacjonować dnia. Ot, opowie o jakimś pojedynczym wydarzeniu, poinformuje z kim się dziś bawiła i kogo nie było i koniec. Więcej o tym, co dzieje się w przedszkolu dowiaduję się z rozbudowanych zabaw Oli w przedszkole (w ten sposób poznałam piosenkę na zbliżającą się akademię z okazji dnia babci).

A to panna rozbrykana:



Od kilku miesięcy Ola ma nowe hobby - naklejki. Oblepia (głównie łóżko) , a potem kontempluje. Doskonale wie, o jaką gazetkę poprosić w kiosku, by powiększyć swoją kolekcję. Rama łóżka jest już z obu stron niemal doszczętnie zaklejona. Zdarza się, że Ola przykleja sobie nalepkę do piżamy i tak idzie spać...


Z kategorii różne:
- Oleńko czas na drzemkę
- nie chcę się drzemknąć!

A tu robienie aniołka w śniegu:

i satysfakcja po wygrzebaniu się z zaspy:

niedziela, 10 stycznia 2010

hu hu ha


"Hu hu ha nasza zima zła" albo "zima zima zima, pada pada śnieg", albo "pada śnieg, pada śnieg dzwonią dzwonki sań". Zjeżdżanie na sankach bez tych piosenek właściwie się nie liczyło, a i przy pochodzeniu pod górkę pomagały, bo Olcia zaabsorbowana śpiewaniem zapominała o wysiłku (wchodzenie pod górkę było z reguły jedynym wyczynem podczas spacerów, bo pannę z sanek trudno było wysadzić).

Piosenki zrobiły się wyjątkowo adekwatne od piątku, kiedy cały kraj pokryła niespotykana warstwa śniegu. A w Polanicy napadało tyle:
(to zielone to nasz focus, co czerwone - auris mamy)


Odśnieżenie schodów, balkonów i aut zajęło nam łącznie 5 godzin. Powrót do Wrocławia - ponad 3 godziny (z reguły - mniej niż 2). Było przy tym - pięknie. Nie było rzeczy nieobielonej świeżym puchem.
Oleńka pracowicie pomagała nam przy walce ze śniegiem :

i uważnie przyglądała się opadom:


Tygodniowy ponoworoczny urlop w Polanicy upłynął pod znakiem zimowych atrakcji (my - narty, Olcia - sanki) i "Trzech świnek". Otóż Ola dostała na urodziny od mojej mamy zestaw "najpiękniejszych bajek świata", z których najbardziej ulubiła sobie właśnie "Trzy świnki". Bajka musiała być czytania przynajmniej raz przed południowa drzemką i raz przy wieczornym usypaniu. Kiedy już wszyscy znaliśmy omal całą bajkę na pamięci, zaangażowaliśmy do zabawiania Oli p. Magdę Umer, która czytała tą bajkę na płycie sprytnie dołączonej do książeczki.
Ola prowadziła szczegółowe rozważania nad pacowitością/leniwością świnek, oraz konstrukcją domów ze słomy/gałęzi/kamienia, po czym włączyła do swojego słownika sformułowania typu: "prychnęła leniwa świnka".

Po powrocie do domu Ola chwilowo odpuściła świnkom, porozsadzała pluszaki na dywanie i (tak sama z siebie) urządziła im przedszkole: "Dzieciaki, teraz będziemy malować, rozdam wam podkładki" (każdemu dała po twardej książce) "a teraz kartki, proszę i farbki. Dzieciaki, przepraszam was, ale muszę przejść. Eryku! nie przewracaj się." (kiedy słabo podparta owca uległa grawitacji). itd., itp.
Tęskni za przedszkolem?